O autorze
Ostatnie wpisy
POLECAM Hiszpańskie Muchy - Leszka Orłowskiego W polu karnym - blog Darka Wołowskiego ________________________________________ DLA KUMPLI - KIBICÓW Tweet |
wtorek, 18 stycznia 2011
Pamiętacie jeszcze czasy przed Guardiolą ? Po paśmie sukcesów jaki osiągnęła drużyna Barcelony pod wodzą trenera z Santpedor można stracić poczucie rzeczywistości. Mam wrażenie, że to czego dokonuję teraz Fc Barcelona tak naprawdę dotrze do nas za kilka, a nawet kilkanaście lat. Nie licząc samych wygranych tytułów , pucharów oraz wszystkich innych nagród, dostajemy coś co tak naprawdę jest bezcenne. Unikalny styl, cudowne, wielkie spektakle jakie prawie za każdym razem Duma Katalonii, urządza swoim kibicom. Tak spektakle, bo forma z jaką robią to gracze Pepteamu już dawno wykracza po za obraz zwykłego meczu czy sportowego widowiska. Nie zdziwię się gdy za jakiś czas rząd Katalonii, uzna Camp Nou za placówkę kulturalną, a mecze będą nazywane sztuką! To oczywiście pół serio proszę uznać, a tak już zupełnie poważnie, przy okazji meczu z Malagą (4-1) mój współlokator, który sportem się raczej średnio interesuje zadał interesujące pytanie. “Ciekawe co ci rywale Barcy muszą czuć przed meczem ? Przecież oni wiedzą, że zaraz dostaną 3 lub 4 gole”. Spostrzeżenie bezstronnego kibica trzeba przyznać brutalne, jednak jak najbardziej prawdziwe jeśli spojrzymy na rezultaty osiągane przez Barce. Innym przykładem było nieświadome użycie Barcelony jako punktu odniesienia, co w ustach fanatyka Milanu jest dużym komplementem. Czy to się komuś podoba czy nie, Fc Barcelona jest obecnie najsilniejszym klubem piłkarskim świata i musi się z tym pogodzić. Jednak zanim Pep wniósł drużynę na poziom niedostępny dla innych w całym Barcelonismo panował okres bezkrólewia, do którego chciałbym na moment wrócić. Dwa lata bez ani jednego tytułu to w klubie pokroju Barcelony okres stosunkowo za długi. Na pewno nie tylko ja byłem spragniony zobaczyć naszego 'el capitano' wznoszącego jakikolwiek puchar już zaraz, za chwilę. Po rozstaniu z Rijkardem wydawało mi się, że klub potrzebuje natychmiastowych zmian, mocnego impulsu, który wstrząśnie nie tylko nami kibicami ale także piłkarzami i całym otoczeniem drużyny. Na szczęście decyzja nie należała do mnie bo teraz pewnie takich zachwytów nad Barceloną nie byłoby. Przyznaję się bez bicia. Byłem zwolennikiem zatrudnienia Jose Mourinho na Camp Nou. Znając jego historie w klubie oraz późniejsze przygody z kibicami mimo wszystko uważałem, że ten wybór to zło koniecznie. Gwarantujące kolejne wygrane. Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć wprost. Bartek ale ty byłeś głupi ! Alternatywą Mou wydawał się Arsene Wenger w pakiecie z Fabregasem. Takie rozwiązanie było dla mnie rozsądne ze względu na to, że ten trener i ten zawodnik swoimi profilami zwyczajnie do klubu ze stolicy Katalonii pasują. Francuz wybrany ostatnio trenerem dekady jest w swoim fachu bardzo dobry. Jego coraz częstsze porażki pod koniec sezonów tłumaczyłem tym, że Arsenal jest po prostu za słaby. Patrząc oczami wyobraźni, Wengera na ławce trenerskiej Barcelony był gwarancją sukcesów oraz odpowiedniego stylu jaki klub musi prezentować. Jak wiemy on także na szczęście nie trafił do słonecznej Katalonii. Dziś Josep Guardiola kończy 40 lat. Nie widzę lepszego momentu do przyznania się, że w niego na początku nie wierzyłem. Dlatego panie trenerze proszę przyjąć moje przeprosiny oraz najlepsze życzenia z okazji urodzin. Przez te ostatnie lata udowodnił pan nie tylko mi ale i całemu światu, że można być wielkim trenerem ale jeszcze większym człowiekiem. Moltes felicitats Pep !
czwartek, 06 stycznia 2011
Nic odkrywczego dziś nie napiszę, ci którzy interesują się piłką nożna w wydaniu Dumy Katalonii doskonale wiedzą, że wczoraj Eric Abidal strzelił swojego pierwszego gola grając dla Barcelony. Ten tekst to mój osobisty hołd dla tego gracza, którego po prostu bardzo lubię i szanuję. Bramka z wczorajszego meczu poniżej.
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Michał Pol parę dni temu ogłosił na swoim blogu Gwiazdkowy Konkurs Literacki. Oczywiście jako blogger /dziennikarz amator nie mogę przejście obok takiego wydarzenia obojętnie. Możliwość opublikowania mojego tekstu na jednym z najpopularniejszych blogów sportowych w kraju już jest nie lada nagrodą, ale i oczywiście wyzwaniem. Jeśli jeszcze ktoś nie został przekonany co do słuszności moich słów wspomnę może o nagrodzie. Książka „Rok w raju” z autografem* autora czyli Andresa Iniesty !!! Jednak nie bądźmy materialistami, parafrazując motto naszej reprezentacji na EURO 2008 pamiętajmy: „bo liczy się pisanie i dobra zabawa”. Poniżej moja notka konkursowa czy jak kto woli wypociny. Mam nadzieję, że się spodoba miłej lektury. „Jednoręki bandyta” Noc już dawno spowiła Johannesburg, drugi dzień lipca nieubłaganie zbliża się ku końcowi. Za kilkadziesiąt minut będzie tylko historią. Jednak świat wciąż nie zna odpowiedzi na najważniejsze pytanie dnia ‘kto awansuje do półfinału Mistrzostw Świata RPA 2010?’. Urugwaj broniący honoru Ameryki Południowej czy Ghana reprezentująca nadzieję i marzenia całej Afryki. Na zegarze 120-ta minuta meczu, dogrywka zaraz zostanie zakończona przez sędziego Olegario Benquerence, który nakaże rozegrać konkurs rzutów karnych. Karne to loteria. Nikt nie chcę ryzykować. Mimo fizycznego bólu i braku sił piłkarze wykrzesują z siebie resztki energii, to siła woli oraz pragnienie zwycięstwa powodują ostatnie zrywy graczy marzących aby dotrzeć do piłkarskiego raju. Ostatnia akcja. Piłka wrzucona w pole karne trochę za nisko, na szczęście dla reprezentacji Czarnych Gwiazd jeden z pomocników zagraniem głową przedłuża dośrodkowanie. Piłka szybuje w pole bramkowe Charrúas. Tam czekają na nią zawodnicy w jasnoniebieskich strojach, broniący jak lwy własnej bramki. Nagle pada pierwszy strzał! Z linii bramkowej wybija piłkę obrońca. Drugie uderzenie, tym razem mija wyżej wymienionego bohatera. Za nim stoi kolejny obrońca, jego interwencja zszokowała wszystkich na boisku. Trybuny Soccer City wypełnione po brzegi na chwilę zamarły, nawet ogłuszający dźwięk wuwuzeli rozprysł się w powietrzu. Jednak była to cisza przed burzą. Po chwili piłkarze Ghany tak jakby od lat trenowali pływanie synchroniczne momentalnie podnoszą ręce do góry na znak protestu. Interwencja Suareza uratowała Urugwaj jednak nie była czysta. Zagranie ręką, czerwona karta. To co przed chwilą spędzało sen z powiek teraz okazuję się wybawianiem. Rzut karny ! Euforia i radość na stadionie! Łzy schodzącego z boiska piłkarza, który wydawałoby się odroczył tylko na chwilę wyrok jakim jest odpadnięcie z turnieju. Piłkę na wapnie ustawia pewniak. Asamoah Gyan, który wykorzystał już dwie jedenastki. Krótki rozbieg, pewne spojrzenie na piłkę oraz bramkarza. Rusza ... w tym momencie Luis Suarez, zapłakany stoi w zejściu do szatni, tylko jego głowę uchwyciły telewizyjne kamery. Mocne uderzenie w środek bramki, bramkarz rzucił się w stronę prawego słupka, nie ma szans na interwencję. POPRZECZKA ! Sektory, w których siedzą kibice Urugwaju po prostu eksplodują radością. Strzelec jest załamany. Kraj jak i cały kontynent ogarnia rozczarowanie, a to jeszcze nie najgorsze co ich spotka.
piątek, 10 grudnia 2010
Wydaje mi się, że pisanie czegokolwiek na forum publicznym, nawet jeśli jest to tylko blog ( jakich wiele w sieci ) powinno być jak najbardziej obiektywne. Jednak sytuacja, którą chciałbym poruszyć jest bardzo poważna dla mnie jako kibica i dlatego impulsy oraz emocje jakie mi towarzyszą w tej chwili mogą być zauważalne w tekście o czym z góry uprzedzam i za co przepraszam. Dzisiaj dziesiątego dnia Grudnia 2010-go roku pewna piękna część historii piłkarskiego klubu Fc Barcelona się skończyła. Coś się kończy, coś się zaczyna można by rzec, jednak to nie takie proste. Zorientowani kibice domyślą się, że chodzi mi sprzedaż miejsca na koszulkach pierwszego zespołu na rzecz nowego sponsora - Qatar Foundation. Na początek trzeba zaznaczyć to, że logo Unicefu nie zniknie z klubowych trykotów, po prostu kolejna część bordowo-granatowych barw zostanie przystrojona emblematami "organizacji promującej edukację, badania i rozwój". Brzmi fajnie prawda ? Kolejna po Unicefie organizacja pozarządowa, która robi coś dobrego na świecie staje się partnerem Dumy Katalonii. Nasuwa mi się jednak pytanie "Dlaczego w takim razie nie jestem dumny?". Kiedy parę lat temu Barcelona podpisała umową na podstawie której płaci ponad 1,5 miliona euro na rzecz organizacji charytatywnej i w dodatku zamieści jej logo na koszulce - wtedy byłem dumny i to bardzo! Co się takiego zmieniło ? Finanse klubu nie są w tak świetnej kondycji jaką przedstawił nam były prezydent Joan Laporta. To zostało juz powiedziane i udowodnione mimo, że wielu ludzi się wciąż się z tym nie zgadza. Czy jednak finanse są aż tak słabe, aby klub musiał sprzedawać miejsce na koszulce ? Tego nie wiem i się nie dowiem zapewne. To miejsce na koszulce było dla mnie tak samo ważne jak herb czy senyera na plecach, a teraz już tego miejsca nie będzie. dla mnie to smutne. Żyjemy w czasach gdzie światem rządzi pieniądz czy to polityka, czy sport. Wszędzie najważniejsza jest tzw. kasa, jak niestety po raz kolejny możemy się przekonać. Osobiście byłem niepoprawnym romantykiem, który myślał, że są jeszcze rzeczy i wartości nie na sprzedaż. Dlatego w takim dniu jak dziś czuję się zwyczajnie oszukany ! Oszukany przez Sandro Rosella. Nowego prezydenta, który okazuję się, że ma chyba inne plany na zarządzanie klubem niż te jakie przedstawiał w czasie kompanii wyborczej. Jego publiczne zarzuty wobec Laporty o to, że nie 'pytał o zdanie' socios były zwykłą hipokryzją. Transfery bez zgody sztabu szkoleniowego, a teraz sprzedanie miejsca na koszulce to działania, które są poniżej pasa wobec socios jak i zwykłych cules. Jestem rozczarowany takim biegiem wydarzeń i coraz bardziej obawiam się o przyszłość naszego wspólnego dobra jakim jest Futbol Club Barcelona. Najbardziej obawiam się tego, że prezydentura obecnego el presidente jest 'polem bitwy' między nim, a Laportą. "Joan robił tak ? To ja zrobię inaczej"- czasami mam wrażenie, że tak wygląda proces decyzyjny pana Rosella. Mam nadzieję, że takie myśli to tylko głupie przypuszczenia w mojej głowie i szczerzę chcę w to wierzyć jednak kolejne decyzje i zachowania Sandro mnie zwyczajnie nie przekonują. Jesteśmy świadkami najlepszej Barcelony w jej 111-letniej historii, wiele osób mówi też o tym, iż jest to najlepszy zespół ze wszystkich jakie grały do tej pory od samego początku. O takie szczegóły nie chcę się kłócić, proszę tylko o jedno nie zepsujmy tego, bo każdy z nas ma wpływ na przyszłość Barcelony ! Na koniec chcę poruszyć sprawę klubowego motta, na podstawie zaistniałej sytuacji. Znalazłem na wielu forach tematycznych komentarze, że "teraz to już nie jest més que un club". Ja też jak zapewne wiele osób kojarzę FCB od początku swojej przygody właśnie po tym, że na klubowych koszulkach nie było sponsora. Jeśli jednak ktoś uważa, że to jest wyznacznikiem słów jakie wypowiedział kiedyś Narcis De Carreras to nie ma pojęcia co te słowa znaczą oraz nie rozumie nic co jest dumą Barcelony oraz całego barcelonismo. Futbol Club Barcelona, Es més que un club !
czwartek, 11 listopada 2010
Władze LFP potwierdziły, że największe derby świata rozegrane zostaną 29 listopada o godzinie 21.00. Poniedziałek ? Tak, niestety to w poniedziałek kibice piłkarscy całego globu zostaną uraczeni daniem głównym z menu piłki klubowej. El Clasico czyli coś więcej niż tylko mecz, wojna dwóch gigantów Primera Division. Pojedynek, który co parę miesięcy przyciąga widownie bliską miliarda ludzi w domach, pubach, restauracjach oraz zawsze komplet widzów na stadionie czy to na Camp Nou, czy też Estadio Santiago Bernabeu. Nie chcę wracać do historii sprawdzać czy to po raz pierwszy GD odbędą się w poniedziałek, to jest nie istotne. Moim zdaniem termin poniedziałkowy odbiera jednak część uroku tego piłkarskiego święta. Kilkanaście dni temu portero Dumy Katalonii powiedział "Rozgrywanie takiego meczu w poniedziałek jest jak kawa bezkofeinowa. Futbol wiąże się z weekendem. Jako profesjonalista wolę grać właśnie wtedy". Osobiście kawy nie piję więc tej kwestii nie poruszam jednak analogicznie mogę powiedzieć o różnicy piwa i piwa bezalkoholowego, a ta jest ogromna. Nie jestem profesjonalistą jednak jako fanatyk futbolu także, kojarzę piłkę nożną z weekendami. Owszem mamy Ligę Mistrzów i inne rozgrywki w środku tygodnia jednak zmagania ligowe to zupełnie inna bajka, czeka sie na nią parę dni od meczu do meczu. Okres oczekiwania dodaje niewątpliwie odrobinę smaczku tym wydarzeniom. Następuje weekend i kolejna dziewięćdziesięcio minutowa uczta jest nam podana na tacy. Po meczu już nie możemy się doczekać kolejnego spotkania naszej ukochanej drużyny. Właśnie taki jest weekend, mi osobiście kojarzy się z meczami i imprezami. Jest to odskocznia od tego wszystkiego co jest pomiędzy kolejnym świętem jakim są dla mnie mecze Barcelony. Dlaczego więc to w poniedziałek tak ważne wydarzenie będzie miało miejsce ? 28 listopada w Katalonii odbędą się wybory do parlamentu, który kończy swoją czteroletnią kadencję. Data ta została oficjalnie podana przez prezydenta Generalitat José Montillę 7 września. Władze ligi oraz media mające prawa do transmisji wybór poniedziałku jako dnia Gran Derbi tłumaczą 'względami bezpieczeństwa'. Trudno się nie zgodzić z tak postawioną sprawą wszakże żyjemy w czasach nie koniecznie bezpiecznych. Jeśli mecz miałby się odbyć kosztem odpowiedniej ochrony tego widowiska logicznym jest, że ta decyzja jest dobra i słuszna. Jednak czy od 7 dnia września nie było odpowiednio dużo czasu, żeby znaleźć jeszcze lepszy termin ? Skoro początkowa data została przesunięta o jeden dzień czyż przez tyle czasu nie można było ustalić dnia godnego piłkarskie wojny Barcelony z Realem ? Moim zdaniem można było i dlatego z lekkim żalem i rozczarowaniem oczekuję tego meczu. Mam nadzieję jednak, że piłkarze staną na wysokości zadania i będzie to prawdziwy spektakl, o którym szybko nie zapomnimy, a wtedy data meczu będzie zupełnie nie ważna,a zamieszanie jakie teraz powstało odejdzie na dalszy plan.
piątek, 20 sierpnia 2010
Ze zmiennym szczęściem wystąpiły drużyny Primera Division w pierwszych meczach ostatniej rundy eliminacji do fazy grupowej europejskich pucharów sezonu 2010/2011. W walce o Ligę Mistrzów Sevilla udała się do portugalskiej Bragi, gdzie uległa miejscowemu Sportingowi. Natomiast dwa zespoły startujące w eliminacjach Ligi Europy nie miały większych problemów z pokonaniem rywali. Zarówno Getafe jak i Villarreal pokonały odpowiednio Apoel Nikozja oraz Dniepr Mohylev przybliżając się do awansu do kolejnej rundy rozgrywek.
Sporting Braga - Fc Sevilla 1-0 Opromieniona zwycięstwem nad Barceloną drużyna ze stolicy Andaluzji udała się na piękny obiekt Estadio Municipal de Braga po zwycięstwo. Gospodarze jednak postawili przyjezdnym twarde warunki i nie dali wydrzeć sobie zwycięstwa. Mimo optycznej przewagi Sevilla nie potrafiła wykorzystać swoich szans jakie stwarzali Jesus Navas, Diego Capel czy Luis Fabiano. Należy także pochwalić bramkarza Bragi, który dwukrotnie bronił groźne strzały reprezentanta Brazylii. Gola dającego zwycięstwo Sportingowi zdobył Matheus w 62 min. spotkania. Taki wynik jest oczywiście niespodzianką jednak w tym sezonie Braga już jedną europejską firmę odprawiła z kwitkiem, mowa oczywiście o Celticu Glasgow. W rewanżu wszystko jest możliwe co zapowiada nam interesujący mecz na Sanchez Pizjuan. Braga: Luiz Felipe - Pinheiro, Garcia (Silvio 46'), Rodriguez, Echiejile, Vandinho, Aguiar (Lima 57'), Salino, Alan, Rocha, Matheus (Brandao 75') Getafe - APOEL Nikozja 1-0 Mimo sporej przewagi w posiadaniu piłki oraz w sytuacjach podbramkowych tylko skromne zwycięstwo zawodników prowadzonych przez Michela. Dogodnych sytuacji do strzelenia goli brakowało po obu stronach boiska. Jedyną bramkę dającą zwycięstwo oraz lepsze nastroje przed rewanżem zdobył Dani Parejo. Getafe na Cyprze czeka więc ciężka przeprawa jeśli nie poprawią skuteczności. Własne boisko i fanatyczni kibice na pewno pomogą zawodnikom z Nikozji w sprawieniu sensacji. Getafe: Ustari - Miguel Torres, Rafa, Cata Díaz, Mané, Boateng, Borja (46' Albin), Arizmendi (46' Manu), Gavilán, Parejo, Adrián Colunga (67' Miku) Villarreal - Dniepr Mohylew 5-0 Najlepiej z hiszpańskich drużyn poradził sobie Villarreal, który tak naprawdę nie miał występować na arenie międzynarodowej. Jednak przez wykluczenie Mallorki to właśnie Żółta Łódź Podwodna występuje w eliminacjach LE. Można śmiało powiedzieć, że całkiem dobrze występuje. Zespół, który niedawno mogliśmy oglądać w Gdańsku nie dał szans gościom z Białorusi strzelając im już 4 gole w pierwszych 45 min. spotkania. Gole Marcheny, Cazorli, Borji Valero oraz Caniego pokazały przybyszom, że nie mają co liczyć na taryfę ulgową. W drugiej części spotkania wynik ustalił Nilmar pieczętując tak naprawdę awans, bo chyba nawet najwierniejsi kibice Dniepr stracili nadzieję. Villarreal: Diego Lopez - Angel, Marchena, Musacchio, Capdevila - Senna, Bruno - Cazorla (58' Jefferson Montero), Borja Valero (46' Nilmar), Cani - Rossi (74' Altidore)
środa, 18 sierpnia 2010
Przed nami nowy sezon Primera Division, w którym najprawdopodobniej po raz kolejny liczyć się będzie tylko Fc Barcelona oraz Real Madryt. Po zeszłorocznej dominacji nie widać w poczynaniach rywali aby w ogóle mieli oni plany walki o lokatę wyższą niż trzecia. Valencia sprzedała swoje dwie największe gwiazdy, Sevilla i Atletico cieszyć się mogą, iż ich największe gwiazdy (Luis Fabiano, Jesus Navas, Diego Forlan czy 'Kun' Aguero) zostaną na kolejny sezon. Nic więc nie zapowiada aby drużyny Pepa i Mou spotkały po drodze nieoczekiwanego rywala, który będzie się liczył w końcowym triumfie. Duma Katalonii mimo, że straciła ważnych zawodników jak Rafa i Yaya Toure to dokonała najbardziej spektakularnego transferu tego lata przynajmniej jeśli mowa o piłkarzach. David 'El Guaje' Villa bo o nim mowa to zawodnik stworzony do gry na Camp Nou. To jego transfer jest numerem jeden w obecnym okienku transferowym. W stolicy Hiszpanii cieszą się natomiast z zatrudnienia wyjątkowego trenera jakim jest 'The Special One', uznawany za jednego z najlepszych w swoim fachu, a przez wielu za najlepszego. Jaki będzie ten sezon La Liga dopiero się przekonamy, teraz mały powrót do przeszłości, który mówi nam o tym, że jeśli mielibyśmy się sugerować historią to Barcelona faworytem wcale być nie musi.
W dotychczasowych rozgrywkach ligi hiszpańskiej w całej jej historii zwyciężało 9 zespołów: Żadnej innej drużynie nie udało się zdobyć tytułu mistrza kraju. O ile już samo wygranie ligi jest nie lada wyzwaniem, obrona prymatu w następnym sezonie okazał się zbyt trudna w większości przypadków. Pięciu drużynom się udało przynajmniej raz aby przez 2 sezony z rzędu cieszyć się ze zwycięstwa w ligowych rozgrywkach. Pierwszym zespołem, który tego dokonał był Athletic Bilbao. W sezonie 1929/30 klub ten okazał się najlepszy, a w rozgrywkach 1930/31 powtórzyli ten sukces ponownie. Był to drugi i trzeci sezon od powstania ligi. Ponownie tej sztuki dokonali w rozgrywkach 1982/83 i 1983/84. Innym baskijskim zespołem, który 2 razy pod rząd wyprzedził rywali na ligowej mecie jest Real Sociedad San Sebastian w sezonach 1980/81 i1981/82. Jednak nie tylko przedstawiciele Kraju Basków potrafili obronić wywalczone mistrzostwo. Atletico Madryt także dwa razy rok w rok okazywało się najlepsze. Popularnego w naszym kraju 'majstra' zdobywali w sezonach (1939/40-1940/41; 1949/50-1950/51). Największą liczbą kolejnych udanych obron mistrzostwa mogą pochwalić się oczywiście dwaj hiszpańscy giganci czyli Fc Barcelona i Real Madryt. Jeśli chodzi o zwycięstwa 2 razy z rzędu w La Liga Real osiągnął wynik- 5, Barcelona okazywała się 2 razy z rzędu najlepsza 6 razy. Jednak jeśli spojrzymy na zwycięstwa więcej niż przez 2 sezony to zobaczymy, że tylko drużyny ze stolic Hiszpanii i Katalonii mogą pochwalić się tym wyczynem. Zespół Królewskich jest bezapelacyjnym liderem. Dwukrotnie zdobywali tytuł 3 razy (2 udane obrony tytułu) z rzędu, a co najważniejsze 2 razy wygrali Primera Division 5 razy z rzędu (4 udane obrony) ! Barcelonie udało się wygrać 4 razy (3 obrony tytułu) pod rząd na początku lat 90-tych czyli w czasach słynnego Dream Teamu Johana Cruyffa. Jak widać historia przemawia raczej za rywalami Barcelony, a jeśli mowa o rywalach to tak jak już napisałem liczyć się będzie pewnie tylko ten jeden największy – Real Madryt. Kadra 'Pep Teamu' jest najmniej liczna ze wszystkich sezonów w jakich do tej pory prowadził pierwszą drużynę. Guardiola uparł się, że wzmocnienia będą pochodziły z cantery. Patrząc na to jak poradzili sobie Pedro czy Sergio można być optymistą jednak nie ma gwarancji czy Dos Santos, Thiago, Oriol poradzą sobie równie dobrze co ich starsi koledzy. Mając uniwersalnych Adriano, Keitę, a nawet Maxwella i Daniego Alvesa pomysł z wychowankami nie wydaje się taki zły. Do tej pory jeśli chodzi o trafność transferów z poza klubu, a umiejętność wprowadzania młodzieży do kadry pierwszego zespołu Guardiola wyraźnie lepiej radzi sobie na tej drugiej płaszczyźnie. Tylko pod wodzą byłego honorowego prezydenta klubu Barcelona wygrała minimum 3 sezonu z rzędu. Pep stoi więc po raz kolejny przed szansą zapisania się w historii klubu jako trener wyjątkowy. Kto jak nie on może powtórzyć sukces Dream Teamu ? Jest boiskowym senem Cruyffa, to od niego się nauczył futbolu i wielu rzeczy, które teraz wykorzystuję w pracy trenera. Obecny mister Barcelony ze swoim zespołem pobili już nie jeden klubowy rekord dlatego warto z optymizmem patrzeć na nowy sezon, który na pewno przyniesie wiele ekscytujących meczów i wielkie emocje. Barca ? Real ? Może mimo wszystko jednak ktoś inny ? Odpowiedź za parę miesięcy, a początek rozgrywek już za 9 dni. Niech wygra najlepszy !
niedziela, 08 sierpnia 2010
Wakacje w najsilniejszych ligach właśnie dobiegają końca, piłkarze z najlepszych lig świata niedługo wybiegną na boiska dlatego i ja wracam do pisania czy to się komuś podoba czy nie. Wystartowała też nasza Ekstraklasa ale to tylko zbieg okoliczności na pewno nie uważam jej za jedną z 'najlepszych' ;). Czerwiec i lipiec upływały nam pod dyktando mundialu. Afrykański turniej skończył się tak jak wielu uważało, wygrała Barcelona, Hiszpania ! W prasie czy w internecie pojawiło się tyle podsumowań mistrzostw, że ja się tym zajmować nie będę. Napiszę od siebie tylko tyle, że cieszy mnie wysoka pozycja Urugwaju, z którym sympatyzuję. Historia ogólnie dziwna bo jako dziecko grając w jedną z gier EA Sports o piłce nożnej natknąłem się na bramkarza o nazwisk Carini, Fabian Carini. Nie potrafię sprecyzować dlaczego akurat on ale zawszę ten gracz strzegł mojej bramki w wirtualnej grze. Od tamtej pory Urugwaj zawsze był jedną z drużyn, za które trzymałem kciuki. Dość o dalekiej historii, zapraszam do lektury moich wrażeń z ostatnich kilku tygodni z piłkarskiej Polski.
Polskie piekiełko Przyznaję się bez bicia miałem duże nadzieje i tak samo jak te nadzieje rosły z kolejnymi wielkimi transferami do naszych rodzimych klubów tak teraz złość, rozgoryczenie i w końcu brak wiary w to że coś się może zmienić osiągnęły apogeum. Porażka 0-6 z reprezentacją prowadzoną przez Vicente del Bosque była do przewidzenia i jakoś nie zdziwiła mnie sama porażka ani wynik. Taka jest rzeczywistość i musimy się do tego przyzwyczaić niestety. A propos jeśli się nie zakwalifikujemy na MŚ 2014 od drużyny, z którą zagramy ich ostatni mecz sparingowy przed turniejem PZPN niech bierze grubą kasę ! Grecja na Euro 2004, teraz Hiszpania w RPA wygrały całe mistrzostwa grając ostatni mecz z nami. Mała kampania reklamowa w stylu “Chcesz zostać mistrzem świata? Zagraj z Polską ostatni mecz przed wylotem do Brazylii”. Może przesądny prezes jakiejś federacji będzie skłonny zapłacić za mecz z naszymi orłami. Warto spróbować zawsze to kolejne pieniądze do roztrwonienia dla 'ostatniego bastionu komuny' jak to powiedział o PZPN-ie pan Tomaszewski.
niedziela, 30 maja 2010
Piłka nożna to od dawna najpopularniejsza dyscyplina sportowa, mało tego najwięcej ludzi na naszym globie trenuje właśnie piłkę kopaną. Mecze ukochanej drużyny poruszają serca nie tylko zwykłych ludzi lecz także i tych, których możemy na co dzień oglądać na pierwszych stronach gazet, czy w telewizji. Mi jako zwykłemu szaraczkowi obnoszenia się w koszulce Barcelony aby zaznaczyć swoją miłość do Dumy Katalonii nikt nie zabroni. Gwiazdy show-biznesu, artyści czy przede wszystkim politycy takiej swobody nie mają. Jako osoby popularne, które będąc idolami mas nie mają takiej swobody. Jednak oni także tak jak zwykli ludzie interesują się piłką nożna, mają swoje ulubione kluby. Królowa Elżbieta II jest na przykład fanką West Ham'u (nie jak sądzono na początku Arsenalu), Jan Paweł II był kibicem Cracovii, a król Juan Carlos sympatyzuje z Realem Madryt. Wiele znanych osobistości ‘kibicuje’ mniej lub więcej. Niestety pozycja jaką zajmują nie zawsze pozwala im ujawniać swoje sympatie, dlatego stosunkowo rzadko słyszymy o ich preferencjach w tej tematyce. West Ham ‘ma’ królową, Real króla, a kto kibicuje Barcelonie ? Oto kilka znanych osobistości, które nazywają siebie cule.
W świecie sportu także znajdą się osoby, które możemy uznać za kibiców Barcelony. Andy Murray, który od 15 roku życia trenował w stolicy Katalonii i przesiąkł miłością do klubu. Innym zawodowym tenisistą, który darzy Barce sympatią jest Alex Corretja, oraz tenisistka Arantxa Sanchez Vicario. W MotoGP ściga się Jorge Lorenzo kibic Barcelony pochodzący z Majorki. W jednym z wyścigów na torze Catalunya jego motor oraz strój były udekorowane w klubowe barwy oraz herb klubu ! Najbardziej znanym sportowcem jaki mówi głośno o tym, że kibicuje Barcelonie jest Kobe Bryant. Na co dzień przyjaciel Ronaldinho. Czy po zmianie barw przez swojego kumpla Kobe zmienił ulubiony klub? Tej informacji nie mam jednak patrząc na fakt iż wychował się we Włoszech i jako dziecko był kibicem Milanu jest to prawdopodobne. Zresztą po co nam sezonowcy ?;)
Teraz może nie o kibicach, ale jednak też z Barceloną w tle. Bono w czasie jednego z koncertów na Camp Nou założył klubową koszulkę. Mówi się, że był to gest podziękowania dla Pep'a Guardioli, który wspiera fundację 'One' jaką założył lider zespołu U2. Bono jest fanem Celticu.
poniedziałek, 17 maja 2010
W najbliższą sobotę ( pierwszy raz w historii) na Santiago Bernabeu w Madrycie rozegrany zostanie finał Ligi Mistrzów. Inter Mediolan – Bayern Monachium ten mecz zakończy sezon w klubowej piłce. W czerwcu i lipcu ekscytować będziemy się afrykańskim mundialem jednak wraz z zakończeniem rozgrywek klubowych rozpoczyna się tzw. sezon ogórkowy. Okienko transferowe bo o nim mowa oficjalnie zacznie się 1 lipca. Jednak już teraz kluby, chcące wzmocnić swoje kadry będą starały się dogadać z piłkarzami i ich klubami. Czynników jest wiele, główny to oczywiście pieniądze. Dobry występ na Mistrzostwach Świata to kolejne miliony jakie ewentualni nabywcy muszą zapłacić za danego gracza. Ważnym czynnikiem jest też spokój. Rozpraszanie się graczy w trakcie turnieju na sprawach związanych z kontraktami i zmianami klubów nie jest dobre dla nikogo. Wszyscy pamiętamy sytuację Davida Villi z poprzedniego lata w trakcie Pucharu Konfederacji. Dlatego możemy być pewni, że rozmowy o przyszłych transferach są już na pewno prowadzone przez prezesów i menadżerów, czy też samych zainteresowanych piłkarzy. Nie chce się jednak skupiać na tym co nas czeka, a wrócić do przeszłości. Z rozmów na szczycie często przedostają się informacje do prasy czy też osób trzecich, tak właśnie powstają plotki transferowe. Każdy kibic reaguję na plotki, jest to nadzieja, smutek czy złość. Już niedługo czeka nas wiele plotek tego możemy być pewni. Real, Barca, Chelsea z tymi klubami zawsze w czasie trwania okienka transferowego łączeni są przez prasę nowi gracze, przeważnie piłkarskie gwiazdy. Takie informację działają na wyobraźnie kibiców, pobudzają ją i zmuszają do refleksji 'jak to będzie jeśli tak się stanie?'. W związku z tym, że spodobało mi się układanie '11' postanowiłem ruszyć swoją wyobraźnie i stworzyć zespół Barcelony w oparciu o plotki transferowe, które nie doszły do skutku. Skupię się na graczach, którzy rzekomo 'chcą grać w Barcelonie', a jak sami zobaczycie wg prasy było ich sporo ;)
piątek, 14 maja 2010
Jak w każdy pracujący dzień tak i dziś w piątkowy poranek po lekkim ogarnięciu stanowiska pracy odbywam swój rytuał przeglądania stron internetowych czerpania informacji z cudownego wynalazku jaki jest niewątpliwie internet. Oczywiście na pierwszy ogień idą tytuły dotyczące Dumy Katalonii, następnie polskie portale piszące o sporcie. Szybkie zorientowanie co się dzieję na świecie po za światem sportu, gadu, fb i można zaczynać dzień. W ciągu kilku ostatnich dni selekcjonerzy podawali prasie nazwiska wybranków do szerokiej kadry drużyn jakie zobaczymy na mundialu. Po tych nominacjach chciałem napisać o kontrowersyjnych decyzjach i zebrać z tych graczy pominiętych drużynę, jednak się spóźniłem. Pan Darek Wołowski uprzedził mnie o czym można przeczytać tutaj. Na niespełna miesiąc przed Mistrzostwami Świata dochodzi już do mnie, to że na prawdziwych kibiców czekają piękne dni z piłką nożna w tle. Nie poddaję się z tematem i także chcę coś napisać aby dać upust swym emocją związanym z czekającym nas świętem futbolu. Pominięci zostali już oznaczeni dlatego ja zajmę się tymi, którzy wraz ze swoimi reprezentacjami nie przebrnęli eliminacji. Zapraszam więc do przyjrzenia się drużynie złożonej właśnie z takich graczy, w moim mniemaniu nie słabszej niż większość reprezentacji, które będą uczestniczyły w pierwszym mundialu na Czarny Lądzie. Najpierw jednak wczujmy się w klimat tego co nas czeka. Jak to mówią moi znajomi - 'jaram się' ;) Jako, że kibice chcą oglądać wiele strzałów i piękne bramki nasz zespół będzie grał systemem 4-3-3, nie jako naśladując Barcelonę. Może nie udało mi się znaleźć takich wirtuozów jak katalońskie maluchy jednak zaryzykujemy i gramy do przodu mimo wszystko. Jeśli my nie strzelimy to rywale na pewno więc kibice i tak będą zadowoleni. No to na początek zacznijmy od trenera. Mimo, że przegrał eliminacje z Rosją i tak zostaje jednym z lepszych trenerów na rynku. Guus Hiddink bo o nim mowa dostaje zaszczyt poprowadzenia naszej drużyny. Jednak jakby tego było mało, do reprezentacyjne piłki mamy coś jeszcze. Wielki come back, gdyż Holender, który ma mało czasu przed samym turniejem zaprasza do współpracy nikogo innego jak ... Steva McClarena ! Wyobrażacie sobie taki duet ? Ja też nie! No to pora na zawodników. Całą drużynę nazwijmy Lucky Loser Team. Podobno drużynę ustawia się od obrony ale my zaczęliśmy od bramki. Prawy obrońca, wybór nie był trudny Vedran Corluka czyli obrońca przeżywające cudowne chwile z Tottenhamem. Mi osobiście imponował na Euro 2008, dlatego dostaje szansę i teraz. Skoro na wielkiej imprezie potrafił dojść do szczytu formy to tylko dobrze o nim świadczy. Po drugiej stronie boiska była większa konkurencja i trudność z wytypowaniem gracza. Ostatecznie powołanie otrzymał John Arne Riise, który w tyle zostawił obrońcę Chelsea/Rosji Jurija Żirkova. Norweg, który ciągle walczy z Romą o scudetto jest czołową postacią rzymian. Jego doświadczenie na arenie międzynarodowej na pewno się przyda. Mając jednak takiego zmiennika jak Żirkov o tę pozycję możemy być spokojni. Środek obrony już taki łatwy do zagospodarowania nie jest. Pewniakiem jest jedynie Cristian Chivu obrońca reprezentacji Rumunii i tegorocznego finalisty LM z Mediolanu. Mimo, że w klubie nie gra na tej pozycji za często, broniąc narodowych barw jako kapitan jest bardzo dobrym graczem. Jego kolegą ze środka obrony będzie ... no właśnie. Tu jest duży problem. Daniel Van Buyten lub John O'Shae ja postawiłbym, na któregoś z nich jednak kontuzje jakie obydwoje gracze przechodzili nieułatwiają wyboru. Większy rozbrat z piłką miał Irlandczyk dlatego mimo pamiętnej interwencji albo jej braku przeciwko Matusiakowi czy w meczach z Fiorentiną wybór padł na obrońcę Bayernu. Druga linia powinna być łącznikami między innymi formacjami oraz grać zarówno w defensywie jak i ataku. Nasza pomoc będzie ultra-ofensywana. Myślałem o wystawieniu defensywnego pomocnika Mehmeta Topala, czyli nowy nabytek Valencii jednak zdecydowałęm się na środku postawić na ofensywnego Lukę Modricia. Świetny sezon w jego wykonaniu sprawił, że najsilniejsze firmy na wyspach chciałyby go u siebie. Tylko czy Tottenham nie jest jedną z najsilniejszych firm ? Po bokach pomocy od lewej Andriej Arszawin, który może grać na każdej pozycji w formacjach ofensywnych. Skoro gracz Arsenalu zadeklarował, że “latem odchodzę do Barcelony” musi mieć szansę udowodnienia swojego talentu. Trochę dalej od bramki przeciwnika niż zazwyczaj występuje jednak z wystarczającymi umiejętnościami by sobie poradzić. Najbardziej pokrzywdzonym krajem eliminacji jest niewątpliwie Irlandia dlatego jej reprezentanta nie mogło zabraknąć, Dumien Duff – prawa pomoc. Jego szybkość i drybling przydały by się bliżej bramki aczkolwiek jest to gracz o żelaznych płucach dlatego tam też na pewno się pojawi. Jako rezerwowy po za Topalem będzie mimo słabszej dyspozycji Tomas Rosicky.
środa, 05 maja 2010
O tym, że czołowe europejskie ligi już wspominałem na swoim blogu. Tylko czy musiałem ? Każdy szanujący się kibic takie rzeczy wie oczywiście. Znamy już niektórych mistrzów swoich krajów w kilku czołowych liga naszego kontynentu, np. Glasgow Ranger, Anderlecht Bruksela, Pantathinaikos Ateny, Twente Enschede czy też nieoficjalnie Bayern Monachium. W Portugalii Benfica potrzebuje remisu ze słabym Rio Ave, które o nic nie walczy więc pewnie też będą się cieszyć z tytułu (i dobrze;). W Premier League w moim mniemaniu już jest 'pozamiatane' o czym tu. Jednak i na wyspach,a także we Włoszech i Hiszpanii zarówno dzisiejsze spotkania jak i następne przyniosą wiele emocji tego możemy być pewni. Po kolei w takim razie. 'Wielka czwórka' się rozpadła. To jest już fakt jednak na ile, tego nie wiemy. W przyszłym sezonie Liverpool nie wystąpi w Champions League. Po wielu latach starań i niepowodzeń Tottenham Hotspur ma szansę pójść w ślady lokalnych rywali (Chelsea i Arsenal) i dać przyjemność swoim kibicom usłyszenia na żywo hymnu tych elitarnych rozgrywek stworzonego przez Królewską Orkiestrę Filharmoniczną z ... Londynu. Są niestety dla Tottenhamu dwa 'ale'... Burnley i przede wszystkim zespół występujący na City of Manchester Stadium. To właśnie mniej utytułowana drużyna z Manchesteru jest dzisiejszym rywalem 'Kogutów'. Drużyna City musi ten mecz wygrać inaczej straci szanse na zajęcie miejsca premiującego grą w eliminacjach LM. Drużynie z północnego Londynu może wystarczyć remis, jeśli w następnej kolejce pokona na wyjeździe przedostatnie w tabeli Burnley. Już dziś wieczorem obie drużyny stoczą bezpośredni bój o Ligę Mistrzów, bój nie jako będący także rywalizacją miast o prymat tego najlepszego. Na razie Londyn prowadzi, jak będzie na koniec tabeli. Po dzisiejszym meczu otrzymamy dużą wskazówkę do tej zagadki. Do końca Serie A zostały 2 kolejki. Inter ma ciągle jeden punkt przewagi. Po prezencie jaki w ostatniej kolejce mediolańczycy otrzymali od 'zaprzyjaźnionej' części Rzymu, teraz na Stadio Olimpico czeka na nich prawdziwy wróg. Patrząc obiektywnie faworytem do tytułu mistrza Włoch jest Inter. Rywale z jakim się zmierzą są klasy średniej, żeby nie napisać po prostu słabi. Jeśli jednak w lidze Roma zależna jest od innych zespołów w Pucharze Włoch jest panem własnego losu. Los ten chciał natomiast, że by finał tych rozgrywek odbył się na stadionie Romy. Już dziś wielki finał Roma – Inter. Włosi na chwile zapominają o wyścigu w lidze i skupiają się na finale rozgrywek o krajowy puchar. Przewaga własnego boiska jest na pewno czynnikiem na plus, jednak nie ma co się łudzić, że Inter wystraszy się rzymskich kibiców. Jednak po meczu z Lazio gdzie miejscowi kibice ich oklaskiwali, dziś powinni być gotowi na stadionowe piekło. Ostatni mecz na tym stadion miedzy tymi drużynami zakończył się zwycięstwem 2-1 dla gospodarzy. Nie mam nic przeciwko aby dziś było podobnie ;)
niedziela, 02 maja 2010
Bez bicia od razu się przyznaję. Chelsea i Manchester United są dla mnie na równi obojętne. Nie mogę powiedzieć, że kibicuję komukolwiek z wymienionej dwójki. Dla mnie ta rywalizacja ma osobisty podtekst. Najlepszy kumpel z czasów szkolnych jest kibicem The Blues, za to obecny 'przyjaciel' jest fanem Czerwonych Diabłów z Manchesteru. Od kilku tygodni byłem uczestnikiem wielu rozmów na temat angielskiej ligi, czy też sytuacji w tych klubach. “Między młotem, a kowadłem” można by rzec. Nie jednokrotnie było tak, że obaj zapominali o obiektywizmie więc ja miałem przedstawione dwie zupełnie inne wersje co muszę przyznać, było dość zabawne. Dziś jednak w moim odczuciu rywalizacja się skończyła. Tak wiem, “dopóki piłka w grze ...” , ale dla mnie strata punktów przez londyńczyków w ostatnim meczu jest chyba nierealna patrząc na okoliczności. Nawet pomimo tego iż Wigan w tym sezonie już Chelsea ograło. Mistrza poznamy za tydzień jednak, już dziś fani pozostałych klubów tzw. 'wielkiej czwórki' muszą zgodnie potwierdzić, że drużyna prowadzona przez Carlo Ancelottiego była zdecydowanie najlepsza w ich wewnętrznej rywalizacji o ile może być w ogóle o takiej mowa. PS Gratulacje Kris ;)
Dzisiejszego dnia całe Barcelonismo świętuje pewną rocznicę, a wię przeżyjmy to jeszcze raz ... Visca EL BARCA !!!
sobota, 01 maja 2010
Plotki transferowe to nieodłączny element futbolu, napędzane przez prasę wypełniają czas kibicom powodując kolejne spekulacje i rozmyślenia. Większość to wyssane z palca informacje, które po prostu idą do druku bo nie ma akurat lepszego tematu. W czasie okienka transferowego takich informacji jest więcej niż plakatów Baffla na facebooku*. Co chwila możemy przeczytać o 'dogadaniu się' kolejnych zawodników czy też następnym 'transferowym hicie'. Jednak plotki i ploteczki są nam podawane nie tylko w okresie udostępnionym klubom na transfery. Jako, iż szykuje się kolejne gorące lato już możemy dowiedzieć się, że “Villa Blaugrana” czy też “Rooney pójdzie w ślady Ronaldo”. Nie lubię zajmować się takimi rewelacjami, lecz wykorzystując pozytywny stan mojego umysłu jaki zawsze towarzyszy mi po dobrej imprezie postanowiłem sam po plotować. Skupić się zamierzam tylko na tzw. 'młodych wilkach', jednak takich co to nie są leszczami jak to powiedział Wąski w filmie Juliusza Machulskiego.
Edin Džeko najstarszy z grupki zawodników, która chce się zająć. Napastnik reprezentacji Bośni i Hercegowiny oraz VfL Wolfsburg, który od 2 sezonów czaruje na boiskach Bundesligi. Już przed obecnym sezonem mówiło się sporo o jego odejściu, jednak klub nie zgodził się na transfer nie chcą osłabiać zespołu przed startem w Lidze Mistrzów. Przygoda w europejskich pucharach nie trwała jednak długo, a obecny sezon jest po prostu słaby dla ciągle aktualnego mistrza Niemiec. Brak awansu do rozgrywek prowadzonych przez UEFA jaki jest wielce prawdopodobny, jest głównym czynnikiem wpływającym na możliwy transfer Edina. W tym sezonie potwierdza on nieprzeciętny talent trafiając do siatki rywali w lidze już 20 razy. Gdzie miałby trafić Bośniak? Jak sam twierdzi jego marzeniem jest gra dla Milanu. Wątpliwe jednak jest to czy Włochów stać na tego napastnika. Po ostatnich zawirowaniach na linii 'kibice-Berlusconi' nic jednak nie jest pewne i takiej ewentualności nie można skreślać. Transfer na ugłaskanie kibiców ? Czemu nie. W Milanie zmiany są potrzebne na pewno. Jeśli nie Milan to ... United. Przygoda Berbatova z Old Trafford najprawdopodobniej się skończy. Dlatego SAF zapewne będzie chciał wzmocnić siłę ataku swojego zespołu, a Džeko wydaje się świetną alternatywą dla Rooneya. To moim zdaniem najbardziej prawdopodobne scenariusze jeśli chodzi o karierę Bośniackiego napastnika. * nie chce mi się tłumaczyć ;)
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Już środę na Camp Nou rozegrany zostanie rewanżowy mecz półfinału europejskiej Ligi Mistrzów pomiędzy Dumą Katalonii, a Interem Mediolan. Jak wiemy pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem podopiecznych Jose Mourinho 3-1. W oczekiwaniu na środową remontade (mam taką nadzieję i głęboko w to wierzę) w głowach trójmiejskich cules powstała ciekawa inicjatywa. Inicjatywa zorganizowania meczu pomiędzy nimi, a ich odpowiednikami Interu zamieszkującymi teren Trójmiasta. Dzięki Nedowi i Bartowi, którzy byli łącznikami pomiędzy zespołami mecz mógł dojść do skutku. Wczoraj w niedzielne przedpołudnie na sopockim Orliku spotkały się zatem drużyny 3city cules oraz 3city Inter tifosi. Zapraszam na mini relacje z tego spotkania oczywiście pisaną pół serio ;)
Już dzień przed spotkaniem można było wyczuć nerwową atmosferę i pod denerwowanie jakie towarzyszyło kibicom, którzy następnego dnia będą bronić honoru barw blaugrana. Strona internetowa cules.pl, która zrzesza największą ilość pomorskich kibiców Barcy była świadkiem małego zamieszania z ustaleniem składu. Trzeba jednak przyznać, że zamieszania całkiem zabawnego (bez urazy Dako;). Zanim przejdę do relacji z samego meczu, muszę zaznaczyć ważną informację, a może lepiej sami zobaczcie dlaczego forma graczy nie była taką jaką wymarzyłby sobie Pep. Mimo ciężkiego poranka jaki niewątpliwie spotkał wielu mieszańców Gdańska, grupka zapaleńców potrafiła się zmobilizować i o godzinie 10.00 rozegrać mecz. Mimo, iż nie jeden z nich do późnnych godzin porannych degustował na gdańskiej starówce przeróżne trunki i dania. To co spożywali nie rzadko zostawiło skutki ubocze następnego dnia, dlatego tym większe brawa dla nich. Nie wiem w jakim stanie byli kibice Interu, gdyż ich rozgrzewka odbyła się za drzwiami zamkniętymi dla kibiców i prasy. Jak zauważył jednak Miłosz dość często po strzałach oddawanych przez tifosi mediolańczyków musieli oni biegać po piłkę, która mijała kilku metrowe ogrodzenie. Może to był jakiś specjalny rodzaj treningu jaki sobie przygotowali ? Początek meczu przypominał ten jaki rozegrany został kilka dni wcześniej na San Siro. Spokojna gra, badanie przeciwnika oraz dość wolne tempo gry. Drużyny bały się zaatakować większymi siłami gdyż obawiały się szybkich kontr przeciwników. Po dość ospałym początku po jednej z kontr piłkarze gości wyszli na prowadzenie, po chwili było 0-2, gdyż w zamieszaniu w polu karnym Kaniazaresa, tzn. Kendziora piłkę do własnej bramki kolanem wbił Miłosz. To jednak nie podłamało graczy w bordowo-granatowych koszulkach. W ręcz przeciwnie tylko rozzłościło i zmobilizowało do jeszcze większego wysiłku. Sygnał do ataku dał Ned, który do tej pory skupiony na obronie wziął odpowiedzialność za rozgrywanie piłki. Do Xaviego to trochę mu brakowało jednak trzeba zaznaczyć, że kilka dobrych podań otworzyło drogę do brami rywali. Jednak ani nowo zakupiony cule z Gdyni (Patryk) ani Riise, który potykał się o własne nogi nie potrafili pokonać bramkarza. Po jednym z rzutów rożnych, Ned dostał piłkę na skrzydło minął jednego czy dwóch rywali schodząc do środka i strzałem w długi róg zdobył bramkę kontaktową. Nie minęły 2 minuty, a do remisu doprowadził Riise, który z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce rywali, wykończając świetne podanie Patryka. Po pewnym czasie cules stopniowo powiększali przewagę strzelając kolejne gole. Warto zaznaczyć, że bardzo dobrze spisywał się bramkarz Kendżi, który nie jednokrotnie ratował drużynę. Jednak jak to jest i w przypadku Barcelony i Valdesa, zasługi za nieliczne starty goli przede wszystkim zbiera obrona;). Świetna gra z tyłu Szczura i Miłosza oraz w środku pola Buliego sprawiała, że Interiści mieli ogromne problemy z dojściem do okazji bramkowych. Jeśli chodzi o bramki warte wyróżnienia będą to na pewno gole Buliego (niczym Pique w 2-6) kiedy strzałem z kilku metrów w krótki róg, zmylił bramkarza i obrońcę czekających na dośrodkowanie. Ładną indywidualną akcja popisał się Miłosz, który po minięciu 2 rywali pokonał portero Interu., rehabilitując się za samobójcze trafienie. Do bramki meczu konkurują jednak trafienia jednego z tifosi, który ładną techniczną zmyłką położył Kendżiego po czym, lekkim lobem zdobył bramkę dla swojego teamu oraz także lob w wykonaniu Riise. Widząc wyjście bramkarza strzałem z okolicy połowy boiska pokonał on załamanego bramkarza. Mecz wyrównany jednak lekko pod dyktando cules, którzy opadli z sił co pod koniec meczu. Spowodowało to zmniejszenie strat przez kibiców Interu. Wynik był sprawą drugorzędną więc nikt nie zwracał na niego uwagi ( ta jasne;). Jednak pamiętajmy “liczy się sport i dobra zabawa.”. Teraz czekamy na powtórkę sukcesu w środę na Camp Nou.
piątek, 23 kwietnia 2010
Ze względu na zbliżający się mundial, który po raz pierwszy rozegrany zostanie na Czarnym Lądzie, rozgrywki ligowe w Europie dobiegają właśnie końca. Terminarze ligowych zmagań były bardzo napięte jak zawsze, jednak w tym sezonie krajowe federacje jeszcze mocniej ścieśniły kalendarze. Europejscy potentaci tacy jak Manchester United czy Barcelona są oczywiście przyzwyczajeni do rozgrywania meczy co 3 dni jednak nie zapominajmy, że to tylko ludzie i odpoczynek jest im potrzebny. Piłkarze czołowych drużyn Europy już wspominają o zmęczeniu, a przed nimi jeszcze najważniejsza impreza roku – Mistrzostwa Świata w RPA. Nie wiem jaki wpływ na rozgrywki ligowe ma fakt, że po zakończeniu sezonu tych najlepszych czeka jeszcze batalia o Coupe de Monde, jednak śmiem przypuszczać, że takowy ma. Wszyscy wiemy jakie są najlepsze ligi świata, każdy kibic bez namysłu rzuci: “Premier League, Primera Division oraz Serie A”. Trudno się z tym nie zgodzić nawet pomijając fakt, że najprawdopodobniej niemiecka Bundesliga wkrótce wyprzedzi swoją koleżankę z Półwyspu Apenińskiego w walce o pozycje nr 3 w rankingu UEFA. Ciekawostką natomiast jest, iż właśnie w tych trzech najsilniejszych ligach na ostatniej prostej w wyścigu o tytuł różnica między liderem, a pierwszym, który ogląda jego plecy wynosi tylko 1 punkt. Powoduje to, że czeka nas pasjonująca walka do ostatniej kolejki bo ciężko sobie wyobrazić Chelsea gubiącą punkty ze Stoke, czy Romę z Cagliari. Zwłaszcza, że właśnie te 2 zespoły mają szansę na przerwanie długotrwałej hegemonii rywali na krajowym podwórku. Jest wiele głosów mówiących o tym, że w La Liga sezon jest nudny bo Real i Duma Katalonii nie dały szans rywalom zostawiając im walkę tylko o 3 miejsce. Może i taki stan rzeczy nie jest dobry dla całej ligi, bo wspomniani giganci to jakby francuskie TGV, gdzie reszta drużyn to nasz krajowy tabor PKP. Jednak wyścig rozpędzonych kolosów jest prawdziwym starciem tytanów, nie jak ten, który możemy oglądać właśnie w kinach. Real poległ 2 razy w bezpośrednim starciu z Barca, jednak wciąż nie ustępuje pola rywalowi miażdżąc słabszych rywali i sukcesywnie zbierając kolejne punkty. Fc Barcelona przegrała tylko jeden mecz w tym sezonie, ekipa z Madrytu uległa czterokrotnie, jednak tylko 2 razy remisując przy sześciu remisach Blaugrany. W tamtym sezonie, historycznym sezonie Barca zdobyła 87 punktów, w tej chwili już ma 84 co dobitnie pokazuje jakie tempo narzucili zarówno gracze Pepa jak i Pellegriniego, którzy mają jedno oczko mniej. Minimalna liczba drużyn zainteresowanych mistrzostwem to niewątpliwie minus, jednak poziom jaki dwa hiszpańskie ... wróć, hiszpański i kataloński gigant narzuciły jest niewiarygodny oraz godny pozazdroszczenia przez wszystkie kluby. Pozostałe mecze do końca sezonu: Barcelona-Xerez Pan Leszek Orłowski jest podobno pewny, że wygra Real. Moje katalońskie serce mówi inaczej. Jak będzie przekonamy się za parę tygodni. Nie mniej emocji nie zabraknie na pewno! We Włoszech także będzie ciekawie co zagwarantują nam Inter Mediolan i As Roma, teoretyczne szanse ma także Ac Milan jednak podopieczni Leonardo powinni się raczej skupić na obronie trzeciego miejsca. Jeśli ktoś przed sezonem po za kibicami rzymian twierdził, że to właśnie Roma będzie bliska zdetronizowania Interu uznany zostałby przynajmniej za niepoprawnego optymistę. Jednak długi sezon i nadspodziewanie dobra gra podopiecznych The Special One w Champions League sprawiły, że rozgrywki Serie A spadły niejako na poboczny tor. Kadrowo Roma przy Nerazzurri wygląda jak “szeregowiec Dolot' wyglądałby przy Krakenie. Jednak tak jak potwór w filmie Leterierra, tak i w lidze Inter okazał się nie taki mocny na jaki sie wydawał. Wszystko zależy od Romy, która sprawić może ogromną sensację jeśli zdobędzie scudetto. Jednak lekceważenie zespołu ze stolicy Lombardii byłoby nie wybaczalnym błędem. Mimo, iż w tej chwili są tylko na 2 miejscu, to zbudowani zwycięstwem nad Barceloną na pewno się nie skupią tylko na Lidze Mistrzów. Skoro pokonali najlepszy zespół świata poprzedniego roku czy ktoś może ich zatrzymać w rodzimej lidze? Odpowiedź poznamy już wkrótce. Rozkład jazdy Romy i Interu w Serie A: Inter-Atalanta Najmniej kolejek zostało w najsilniejszej lidze świata jednak to nie znaczy, że tam jest już jasne kto na zgrupowaniu przez mundialem będzie mógł się naśmiewać z kolegów. Czy to będzie Rooney i spółka czy 'współcześni gladiatorzy' z Chelsea nie wiemy jeszcze. Do rozegrania zostały jeszcze 3 kolejki. Po za Czerwonymi Diabłami i The Blues, liczy się jeszcze Arsenal ale szanse teamu Arsena Wengera są połowiczne. Najzabawniejsze w tym wszystkim, że o mistrzostwie “zdecyduje” inny zespół z Londynu, a mianowicie Tottenham. W ostatniej kolejce drużyna prowadzona Harrego Rednappa pokonała Chelsea co przywróciło nadzieję na Old Trafford, na które w najbliższy weekend przyjedzie ... Tottenham! Nie wolno zapominać, że popularne Koguty walczą o miejsce premiujące awans do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie, więc mobilizacji im nie zabraknie. Jednak przede wszystkim zmobilizowane będą drużyny SAF'a i Ancelottiego, które odpadły z europejskich rozgrywek stosunkowo wcześnie co podrażniło ich ambicje. Mistrzostwo Anglii to jedyne trofeum, które pomoże zapomnieć o niepowodzeniu na arenie międzynarodowej. Zatem czekamy na rozstrzygnięcia... 3 ostatnie mecze Man.U i Chelsea: Man.U – Tottenham “Go United !!!” & “C'mon Chelsea !!!”
wtorek, 20 kwietnia 2010
W tym sezonie to już trzecie starcie jednak dopiero pierwsze, które możemy nazwać „starciem wagi ciężkiej”. Dalej są to drużyny aktualnych mistrzów Hiszpanii oraz Włoch, jednak waga gatunkowa spotkania wzrosła , a nawet bardzo wzrosła. Będzie to kolejny pojedynek Guardioli z Mourinho, Eto’o kontra Ibra, Alves vs. Maicon, finezja i polot staje na przeciwko siły fizycznej, filozofia gry zmierzy się z taktyką. Bracia Milito staną naprzeciwko sobie i to dosłownie, bo napastnik zmierzy się ze środkowym obrońcą. Po za wspomnianymi już Samu i Zlatanem jest jeszcze Thiago Motta i Maxwell, którzy wystąpią przeciw swoim byłym kolegom. Jest wiele wątków pobocznych, które łączą się w jedną całość czyli pierwszy mecz półfinałowy europejskiej elity występującej w Champions League.
Z obozu Interu jaki i także ze stolicy Katalonii możemy usłyszeć, że teraz drużyny są „inne” aniżeli w pierwszych dwóch meczach rozgrywek grupowych tegorocznej Ligi Mistrzów. Drużyna prowadzona przez The Special One wydaje się silniejsza, przede wszystkim dzięki wzmocnieniu wyjściowej jedenastki przez Sneijdera i Pandeva. Holenderski pomocnik wydaje się piłkarzem idealnym jako łącznik miedzy obroną i atakiem w zespole ze stolicy Lombardii. Dzięki niemu portugalski trener Interu ma nareszcie odpowiedniego kreatora gry jakiego od dawna szukał. Macedoński napastnik wzięty z Lazio także jest sporym wzmocnieniem i uzupełnieniem składu. Po wyeliminowaniu Londyńskiej Chelsea, Inter jest na pewno mocny mentalnie. Nie zmienia tego fakt, że w Serie A stracili pozycję lidera na rzecz As Roma. Dla prezesa mediolańczyków priorytetem od kilku lat jest zdobycie Ligi Mistrzów, to po to zatrudnił Jose Mourinho i teraz on i jego piłkarze są bliscy spełnienia marzeń prezesa. Są jednak dwie przeszkody, pierwszą z nich jest Fc Barcelona. No właśnie Barcelona, która jako pierwsza może obronić zdobyty w Rzymie tytuł najlepszej drużyny Europy. Jakby tego było mało tegoroczny finał odbędzie się na Santiago Bernabeu w Madrycie. Czyli w Mekce największych rywali i wrogów. Fakt ten na pewno dodaje nie lada smaczku ludziom związanych z Barcelonismo. Dwumecz jest okazją do udowodnienia , że Pep wiedział co robi wymieniając Eto’o za Ibrę. Porównania tych dwóch graczy chyba nigdy nie znikną ale dziś po raz kolejny gracze ci będą mieli okazję do pokazania, że są lepsi od rywala. Barca mimo ostatniego remisu w derbach miasta z Espanyolem jest silna i na pewno w lepszej formie niż jesienią, kiedy bez problemu ograła Inter. Jednak jak każdy powtarza dziś i w rewanżu zagrają inne zespoły, które miejmy nadzieję zaprezentują poziom godny półfinału Ligi Mistrzów.
mój typ 0-2
ketrab87
sobota, 17 kwietnia 2010
Wiem, że w tej chwili w naszym kraju dzieją się dużo ważniejsze i poważniejsze sprawy. Jednak w tych trudnych chwilach dla naszego całego narodu ja znalazłem dla siebie mały powód do “świętowania”. 16 kwietnia poprzedniego roku pojawiła się pierwsza notka na tym blogu, więc jakby nie było “Piłka nożna oczami cule” obchodzi swoje pierwsze i mam nadzieję nie ostatnie urodziny. Dziennikarz ze mnie żaden dlatego cieszę się tym bardziej, że wytrwałem i chociaż nie regularnie to wrzucałem jakieś teksty. Każdy kibic ma prawo do swoich poglądów oraz wyrażania opinii i z tego skorzystałem, korzystać dalej także będę czy to się podoba komuś czy nie. Jeżeli ktokolwiek z was spędził miło czas czytając moje wypociny, wtedy ja mogę szczerzę powiedzieć, że czuję się “spełniony” gdyż mi największą radość sprawia pisanie tego co myślę i czuję, właśnie po to bawię się w bloggera. Do “przeczytania” ;) ketrab87
sobota, 03 kwietnia 2010
Dzisiejszy dzień zapowiada się niezwykle emocjonująco, szczególnie dla fanów piłki kopanej. Jedynie nasze kobiety mogą nie być zadowolone bo ich mężowie, synowie, narzeczeni czy kochankowie będą raczej skupieni na tym co dzieje się na europejskich i polskich stadionach. One natomiast chętnie zaciągnęłyby nas do pomocy w przedświątecznych obowiązkach. Drogie panie... NIE DZIŚ ! Dziś każdy szanujący się kibic skupi się na futbolu. Czeka nas bardzo obiecujący dzień pod dyktando najlepszej piłki europejskiej. Także i na naszym podwórku dojdzie do pojedynku arcyważnego względem walki o mistrzostwo Polski. Oto rozkład jazdy na dziś.
Anglia O 13.45 na Old Trafford Manchester United zmierzy się z Chelsea Londyn. Nie można jednoznacznie określić czy to są najważniejsze mecz w lidze w ciągu sezonu. Wielu uważa (w tym ja), że Derby Anglii czy Bitwa o Anglię to pojedynki Liverpoolu i Czerwonych Diabłów. Dziś jednak to bez znaczenia bo dzisiejszy mecz w Manchesterze będzie miał niezwykle wielkie znaczenia w walce o tytuł. W tej chwili obrońca mistrzowskiego tytułu ma punkt przewagi nad goniącymi go The Blues. Patrząc przez pryzmat meczu u siebie to gospodarze powinni być faworytem jest jednak małe ale ...brak najlepszego strzelca drużyny. Rooney bo o nim mowa strzelił ponad 1/3 bramek United w obecnym sezonie ligowym. Trzeba jednak zaznaczyć, że drużyna prowadzona przez Carlo Ancelottiego wystąpi w mocno osłabionym bloku defensywnym. Jednak nie jest tak zależna od gry jednego zawodnika jak ich dzisiejszy rywal i na pewno postara się wykorzystać fakt absencji Wayna. Czeka nas arcyciekawe spotkanie tego możemy być pewni. Nie możemy jednak zapomnieć o trzeciej drużynie walczącej o majstra. Mimo sporego osłabienia spowodowanego kontuzjami Arsenal powinien ograć 'Wilki', jednak mając w głowie perspektywę rewanżu z Barceloną, a w nogach zmęczenie ze środowego meczu może być różnie. Najlepsze rozwiązanie dla Wengera i jego podopiecznych to ograć rywala i liczyć na remis w meczu kolejki. Niemcy Tak jak na wyspach i w lidze naszego zachodniego sąsiada trzy drużyny powalczą o mistrzostwo ligi. Tak jak w Premier League, tak w Bundeslidze dwójka najpoważniejszych pretendentów spotka się dziś na jednym boisku i zweryfikuje swoje siły w bezpośrednim starciu na Veltins Arena. Schalke 04 – Bayern Monachium już dziś o 15.30. 2 punkty przewagi jakie mają na tą chwile gospodarze mogą zostać zniwelowane jednak aby tak się stało obrońca tytułu czyli Bayern musi wygrać, a bez swojej gwiazdy. Największej w tej chwili czyli Arjena Robbena co na pewno nie będzie łatwe. Bayer Leverkusen jedzie na mecz do Frankfurtu i mając w perspektywie możliwość straty punktów przez rywali na pewno nie da łatwego zadania Eintrachtowi w walce o punkty. Polska Ligowy szlagier oczywiście w Poznaniu jednak najpierw na boisko wybiegnie Wisła Kraków, która na Konwiktorskiej zostanie przywitana przez Polonię Warszawa. To o 16.15, a o 19.00 na stadionie Lecha gospodarze podejmą ulubieńców poznańskiej publiczności czyli Legie Warszawa. Żaden z zespołów nie może pozwolić sobie na stratę punktów bo rozpędzona Wisła nie będzie czekała, co zapowiada dla nas kibiców świetne widowisko i grę do przodu co nie zawsze dostarczają nam nasi ligowi kopacze. Emocji raczej nie zabraknie. Włochy Może we Włoszech nie dojdzie do bezpośredniego starcia zespołów aspirujących o mistrzostwo jednak wszystkie 3 drużyny rozgrywają swoje mecze o 15. Korespondencyjne pojedynki, które mogą bardzo namieszać w wyścigu na pewno będą ciekawe. Na San Siro Inter Mediolan podejmie Bologne. Zobaczymy jak piłkarze 'Mou' trzymają się po pierwszym meczu ¼ Ligi Mistrzów. Warto zauważyć, że w poprzednich sezonach Inter już nie grał w tak wyczerpujących rozgrywkach. Roma jedzie na mecz z Bari. Jednak można śmiało powiedzieć, że Rzymianie są w gazie po zwycięstwie z Interem. Tak jak bestia raniąc zwierzynę poczuje krew i jeszcze mocniej atakuje, tak Roma poczuła zapach mistrzostwa i trudno się spodziewać aby teraz spuścili z tonu. Nie wolno też skreślać Milanu bo jak ktoś mądry kiedyś powiedział 'dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe'. Mój rozkłąd jazdy na 'wielką piłkarską sobotę' 13.45 - Man U - Chelsea 15.30 - Schalke - Bayern 19.00 - Lech - Legia 20.00 BARCA - Bilbao
Udanej soboty i WESOŁYCH ŚWIĄT ! ketrab87
czwartek, 01 kwietnia 2010
Pierwsze mecze ćwierćfinałowe tegorocznej Champions League za nami. Nie zabrakło dobrych, ciekawych meczów, niespodzianek i tego co najważniejsze - goli. Można powiedzieć, że nie zabrakło niczego do czego te rozgrywki nas przyzwyczaiły w poprzednich latach. Mimo tego, iż wielkie piłkarskie firmy jak Chelsea, Liverpool, Milan czy etatowiec jednej ósmej Real Madryt już nie grają. Liga Mistrzów nie traci na poziomie co jest oczywiście bardzo dobre dla nas kibiców. W pierwszych meczach padło 12 bramek co daje nam średnią 3 bramki na mecz. Nie mamy co narzekać mimo, że np. rok temu ta średnia wynosiła 3,5 gola na mecz. Najwięcej bramek padło w Londynie i Lyonie (4 bramki), jedynie kibice w Mediolanie mogą czuć mały niedosyt gdyż zobaczyli tylko jednego gola (Milito). Jakby nie było, emocji pozytywnych jak i tych negatywnych nie brakowało. Właśnie na tych drugich chciałbym się skupić.
Dokładniej rzez ujmując chodzi o absencje kluczowych graczy jakie już odczuliśmy i odczujemy w rewanżach. Kontuzje, kartki, wykluczenia to nieodłączna część piłki nożnej jak i całego sportu. Chciałoby się powiedzieć – niestety, ale tak po prostu jest. Zdrowia nie oszukamy, w ferworze walki popełnimy mały błąd, który kosztował nas będzie brak możliwości gry w następnym meczu. Taki właśnie błąd popełnił młody stoper Barcelony Gerard Pique. Co ciekawe faul, który kosztował go wykluczenie z drugiego meczu popełnił na swoim przyjacielu Cescu Fabregasie. Akurat osoba młodego kapitana Arsenalu przewija się jeszcze w 2 wątkach a propos omawianego tematu. Jak widzieliśmy po faulu na Cescu sędzia podyktował karnego, który poszkodowany zamienił na bramkę dającą drużynie gospodarzy remis. Jednak co najważniejsze jeśli mowa o tym faulu, przez niego na Camp Nou nie zobaczymy dwóch kapitanów. Carles Puyol otrzymał czerwoną kartkę, która go dyskwalifikuje na następny mecz. Fabregas za to, po wykonaniu strzału z jedenastu metrów zaczął utykać. Odnowiona kontuzja może spowodować, że dzieciaki Wengera będą musiały dograć sezon bez swojego kapitana, a co gorsza dla niego może nie pojechać na mundial do RPA. W rewanżu z Barceloną na pewno nie zgra co jest dla niego jak i wszystkich cules smutną informacją gdyż powrót na murawę Camp Nou byłby wielkim wydarzeniem. Chociaż jak pokazał wczoraj Henry nie każdy powrót musi być udany. Po za zebraną owacją od publiczności Emirates Stadium, Titi nie wniósł zupełnie nic do widowiska. Przypomnijmy, że gdyby '4' Kanonierów dokończyła grę bez kontuzji i tak nie zagrała by w drugim meczu z powodu zawieszenia za kolejną żółtą kartę, jaką obejrzał za faul na ... Pique. Niestety dla wszystkich zainteresowanych skończyło się tym gorszym scenariuszem. W Barcelonie zabrakło także kontuzjowanego Don Andreasa, który niewątpliwie jest sztandarowym pomocnikiem Dumy Katalonii. Jego występ w meczu rewanżowym jest jednak bardzo prawdopodobny. W drużynie Wengera w rewanżu zabraknie także Gallasa i Arshavina. Ten pierwszy chyba za szybko wrócił po kontuzji bo szybko opuścił murawę na noszach. Nie wiem kto podejmował decyzję o desygnowaniu go do gry już wczoraj ale chyba popełniony został błąd. Jeśli chodzi o Rosjanina jego rozbrat z piłką potrwa około 3 tygodnie więc jego marzenie (zagrać na Camp Nou) nie zostanie spełnione tym razem. Przypomnijmy, że Andrey deklaruje, że jest cule ! Kluczowych aktorów straci też dwumecz pomiędzy Manchesterem United i Bayernem Monachium. W pierwszym meczu na Allianz Arena zabrakło gwiazdy zespołu z Bawarii czyli latającego holendra zwanego też Arejenem Robbenem. Nie wystąpił także reprezentacyjny pomocnik Niemiec Bastian Sschweinsteiger, jednak jego strata nie jest tak znacząca dla zespołu z Monachium. Co nie udało się w pierwszym meczu najprawdopodobniej uda się w drugim, bo obaj mają wrócić na rewanż w 'Teatrze Marzeń'. Zupełnie odwrotna sytuacja dotyczy najskuteczniejszego piłkarza Czerwonych Diabłów, mowa oczywiście o Waynie Rooneyu, który także doznał kontuzji. Uraz kostki wykluczy go z gry na minimum 2 tygodnie więc najważniejsze mecze United zagra bez swojego jokera, bo as to chyba za mało powiedziane. Miejmy nadzieję, że bez tak znaczących piłkarzy kluby nie zejdą z poziomu do jakiego nas przyzwyczaiły oraz, że rewanże przyniosą nam także wielkie emocje oraz grad bramek. Następny wieczór z Champions League już we wtorek !
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||