------------------------------------- licznik odwiedzin -------------------------------------

POLECAM

Hiszpańskie Muchy - Leszka Orłowskiego

W polu karnym - blog Darka Wołowskiego

fcbarca.com

fcb24>

blaugrana>

cules.pl>

fcbp>

fcbarcelona.cat

MundoDeportivo

sport.es

marca

as

goal.com

fourfourtwo

________________________________________ DLA KUMPLI - KIBICÓW

Ac Milan

Chelsea Londyn

Lechia Gdańsk

Man Utd

Real Madryt

RSS
środa, 24 marca 2010

Kto oglądał ostatnie mecze Barcelony wie o tym, że Leo Messi po raz kolejny potwierdził iż jest geniuszem, artystą futbolu i wszystkim innym przekraczającym poziom dla większośći ludzi niedostępny. '10' Barcy potwierdziła w trzech ostatnich meczach, że forma z poprzedniego sezonu, w którym został wybrany najlepszym piłkarzem świata nie jest mu obca. Za poprzedni sezon Leo dostał wiele nagród indywidualnych jak i drużynowych, dostał je zasłużenie. W ostatnich dniach znowu na ręce młodego Argentyńczyka spadło wiele pochwał, zachwytów, głosów uwielbienia itp. itd. Messi zasłużył na nie, bo to co wyprawiał w meczach z Valencią, Vfb Stuttgart i Realem Saragossa było nieprzeciętne, genialne i ręce same składały się do oklasków dla wszystkich, którzy to zobaczyli. Jestem jednym z wielu ślepo zapatrzonych w niego kibiców przyznaje to bez bicia. Są jednak pewne granice, które wiele osób przekracza chyba za szybko...

Mimo młodego wieku Messi osiągnął już w piłce nożnej prawie wszystko, właśnie PRAWIE robi wielką różnicę- jak głosiła popularna w naszym kraju reklama. Sam piłkarz jak i wielu 'znawców' twierdzi, że aby być tym największym trzeba wygrać mundial. Ja nie koniecznie tak uważam ale to nie jest najważniejsze. Chciałbym skupić się na aspekcie porównań Leo do największych piłkarzy w historii piłki nożnej. Wiadomym jest, że Messiasza możemy porównywać jedynie do tych najwybitniejszych, najlepszych, najdoskonalszych. Jednak czy aby nie za szybko? Jaki jest w tym cel? Prasa, dziennikarze mają cel oczywisty – zysk. Jeśli jakaś katalońska gazeta obwieści Leo najlepszym w historii to oczywiście w Madrycie się z tym nie zgodzą najprawdopodobniej ( nie wierze w ankiety on-line), to samo będzie w Brazylii. Ten kto się nie zgodzi napisze i opublikuje swoje zdanie i tak interes się kręci. Ludzie, kibice uczestniczą w tych gdybaniach bo niczym innym nie możemy nazwać porównań Messiego do legendarnych piłkarzy pokroju Maradony czy Pelego. Chodzi mi o to aby po prostu skupić się na teraźniejszości i obecnych dokonaniach gwiazdy Dumy Katalonii, nie pompować balonika z presją jaka już i tak ciąży na jego barkach. Jest piłkarzem unikalnym, zjawiskowym, epokowym. Tego nikt nie zaprzeczy bo to wszystko prawda, jednak gdybanie, że już jest najwybitniejszy w historii jest po prostu bez sensu. Przednim około 10 lat gry nie wiem jak potoczą się jego losy, nie wiem czy za rok dalej będzie grał w piłkę. Nie bawmy sie w śmieszne porównania Messi jest lepszy od Maradony/Pele. Messi jest Messim. Może przez te kilka lat gry jakie niewątpliwie przed nim swoją grą udowodni, że jest najlepszy? Może za 30 lat to on będzie wzorem, a nie Boski Diego czy “Król Futbolu Pele''. Po prostu poczekajmy i cieszmy się jego grą bo takich piłkarzy nie ma wielu, ale jeśli już się pojawiają to raz na wiele lat. Vamos Leo !

 

 

19:49, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 marca 2010

Dzisiejsze losowanie par ¼ finału tegorocznej Ligi Mistrzów skojarzyło ze sobą dwa kluby, które grają chyba najbardziej otwartą i ofensywną piłkę wśród klubów z najlepszych europejskich ligi. Mowa oczywiście o Arsenalu Londyn oraz 'Dumie Katalonii'.Za pewne nie jeden piłkarski kibic już zaciera sobie ręce na myśl o meczu tych jakże przyjemnych dla oka drużyn. Kanonierzy zawsze prezentowali najmniej angielski futbol i za to ich lubię, bo przypominają mi swoją grą ukochaną Barcelonę. Teraz los stawia na przeciwko siebie w moim mniemaniu mistrza i ucznia. Spotkanie to jest okazją aby dwóch wielkich piłkarzy odwiedziło swój dom. Cesc Fabregas wraca w rodzinne strony do klubu, w którym się wychował, a 'Titi' Henry powróci do klubu, którego jest ikoną, i który wyniósł go na piedestał światowej piłki.

Powroty tych genialnych piłkarzy to tylko przystawki do głównego dania jakim będzie niewątpliwie dwumecz tych zespołów. Świetni trenerzy, wielcy piłkarze, piękne stadiony, wymagający kibice cała ta otoczka powoduje, że czeka na wielkie widowisko. Jednak te przystawki wydają się bardzo ciekawe, emocjonujące oraz co najważniejsze intrygujące. W szczególności przyjazd Fabregasa do Barcelony będzie powodował wiele podtekstów.

Dwa tytułowe 'powroty' różnią się od siebie niemalże zupełnie, jednak każdy z nich dla zainteresowanych stron na pewno będzie szczególnym wydarzeniem w karierze. Henry wraca tam gdzie jego nazwisko jest wymieniane wśród legend klubu, gdzie kibice go kochali, kochają i będą kochać zawsze. To on był fundamentem oraz okrętem flagowym Arsenalu Londyn, który kilka lat temu czarował piłkarski świat. Arsen Wenger to piłkarski ojciec napastnika reprezentacji Francji, ale 'Titi' to nie syn marnotrawny. To syn, którym ojciec może się chwalić całemu światu, powód do wielkiej dumy. Grając pod wodzą Wengera Henry wygrał prawie wszystko, zabrakło tego najważniejszego klubowego trofeum, które de facto zdobył w obecnym klubie. Teraz wraca jako piłkarz spełniony, ale na pewno z wielkimi oczekiwaniami i ambicjami. Mimo wielu głosów odsyłających go na piłkarską emeryturę do MLS, Thiery Henry w ostatnich meczach pokazuję się z bardzo dobrej strony jak na wielkiego piłkarza przystało. Jego coraz wyższa forma to dobry prognostyk na dalszą część sezonu czyli także mecze z byłym klubem. Za równo on jak i kibice Kanonierów zasługują na to, żeby w tym dwumeczu zobaczyć najlepszego Titiego. Titiego, który przez wiele lat czarował ich swoją magiczną grą.

Zupełnie w innych okolicznościach do rywalizacji z Barceloną przystąpi Cesc Fabregas, wychowanek klubu, który nigdy nie doczekał się debiutu w pierwszej drużynie Barcy. Jednak pod okiem Wengera wyrósł na jednego z najlepszych pomocników świata i stał się priorytetem transferowym najlepszej piłkarskiej drużyny świata poprzedniego roku. Jego idol z dzieciństwa jest obecnym trenerem Fc Barcelona, który chce go mieć w swoim zespole, bo jaki trener nie chciałby Cesca w swojej drużynie ? Nadchodzące wybory na prezydenta klubu ze stolicy Katalonii pozwalają sądzić, że klub postara się latem sprowadzić wychowanka do domu. Ewentualna porażka zespoły z Londynu, mogłaby go przekonać do tego, że pora zrobić krok do przodu i przejść do lepszego zespołu jakim nie wątpliwie Barcelona jest. Jak to będzie dowiemy się za jakiś czas jedno jest pewne czeka nas wspaniały spektakl europejskiej piłki.

17:06, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 marca 2010

Jestem pełen podziwu i szacunku dla jego umiejętności. Można nawet powiedzieć, że jestem fanem i zwolennikiem Arsena Wengera. Lubię oglądać grę Arsenalu moim zdaniem są najbliżsi przedstawienia kibicom tego co najlepsze czyli gry efektownej i efektywnej jednocześnie. Gry, którą wszyscy podziwialiśmy w poprzednim sezonie dzięki Barcelonie. Z różnych względów to Kanonierzy są co sezon klubem, za który trzymam kciuki w wyścigu Big Four po tytuł mistrza Anglii, dziś jednak moja sympatia będzie leżała po stronie rywali Wengera i spółki, czyli Fc Porto. Dlaczego? Dlatego, że ...

Cesc Fabregas, wiele mówi się o jego przeprowadzce do Hiszpanii po tym sezonie. Wiele także mówi się o jego wierności i pozostaniu w Arsenalu. Jednak jeśli jest szansa na sprowadzenie kapitana londyńczyków już teraz to trzeba ją wykorzystać. Szczególnie patrząc na zbliżające się wybory możemy być pewni, że Barcelona będzie próbowała ściągnąć Fabregasa do domu. Ewentualne odpadnięcie z Pucharów już na etapie 1/8 finału może spowodować jeszcze większą chęć powrotu do Barcelony, żeby tam walczyć o największe cele. Nie wydaje mi się żeby młody Katalończyk, o którym Pique , Puyol czy Iniesta mówią 'jest cule' odszedł do Realu Madryt. Więc jedyna droga z Londynu wydaję się być ta prowadząca na Camp Noui. Jeśli dziś Arsenal pożegna się z elitarnymi rozgrywkami Champions League droga ta trochę się zmniejszy.

Dominacja klubów Angielskich w Lidze Mistrzów jest oczywista i chyba każdy choć trochę interesujący się piłką nożną fan o tym wie. Myślę, że ci mniej ogarniający temat jednak mogli by się zdziwić oraz mieć wątpliwości czy aby na pewno w Chamions League występują kluby z po za Królestwa Brytyjskiego, bo to przecież znowu Manchester, znowu Chelsea to Liverpool albo Arsenal. Faktem jest, że ostatnie 2 sezony dobitnie pokazały jak silne są wcześniej wspomniane klub. Jedynie Barcelona zdołała dotrzymać im kroku do półfinałów, a rok temu nawet zgarnęła trofeum do Katalonii. Nie mniej przewaga drużyn z wysp jest widoczna i w pewnym sensie już nużąca. Nie mówię i nie sugeruję, że mecze United z Arsenalem są nudne czy po prostu słabe, ale jednak jeśli nadarza się okazja żeby przełamać dominację wyspiarzy to chętnie zobaczę w dalszej fazie Inter czy Porto. Nie ukrywam też, że rywale nie angielscy wydają się też bardziej atrakcyjni patrząc na ewentualnych przeciwników Barcy. Jako cule oczywistym jest, że chciałbym aby Azulgrana trafiła na drużynę ze stadionu smoka niż chłopców Wengera. Łatwiejszym przeciwnikiem wydaję się też Inter, którego już w tym sezonie ograliśmy niż Chelsea z Carlo Ancelottim na ławce trenerskiej . Więc angole odpadajcie !

Znalazłem też polski smaczek w tym meczu. Jak wiemy pierwszy mecz nazywając rzeczy po imieniu zawalił Łukasz Fabiański i to w dużej mierz przez niego dziś Arsenal ma nóż na gardle. Sytuacja ta sprawiła, że byłemu bramkarzowi Legii chyba dalej niż bliżej do bluzy z numerem 1. Nie wypada życzyć nikomu nic złego więc nie mogę napisać żeby Almunia dziś popisał się tak jak Łukasz dwa tygodnie temu, ale na pewno płakać nie będę z powodu ewentualnego babola. Taka sytuacja sprawiłaby, że i Łukasz nie straciłby bardzo dystansu do starszego kolegi. Wojtek Szczęsny mógłby uznać taką sytuację za uśmiech losu więc kto wie jakby to było.


Tak już zupełnie poważnie, moje typy:

Arsenal – Porto 2-2

Fiorentina – Bayern 1-2 i awans Bayernu po dogrywce.

20:41, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010

Do mundialu pozostało 99 dni jednak wczorajsze i dzisiejsze towarzyskie mecze międzypaństwowe natchnęły mnie na zbadanie formy zawodników, którzy na Mistrzostwach Świata będą odpowiedzialni za strzelanie bramek. Ze względu na to, że oficjalny termin fifa był dość dawno, analizie poddam dokonania strzelców z meczów ligowych. Na boiskach w RPA zobaczymy wielu świetnych graczy ofensywnych jednak występują oni także w drużynach, które raczej liczyć sie w walce o puchar nie będą. Oczywiście nie można nikogo skreślać zanim mundial się zacznie lecz postanowiłem skupić się na zespołach, których uważam z faworytów, powtarzam moich faworytów. Dlatego takie nazwiska jak Eto'o, Anelka, Cristino Ronaldo czy Drogba w ogóle nie będą brane pod uwagę. Przyznaję się, że skreślenie Holandii, Francji oraz Wybrzeża Kości Słoniowej, a przede wszystkim aktualnych mistrzów świata Włochów 3 miesiące przed turniejem jest bardzo ryzykowne, można by rzec, że nawet nierozsądne. Jednak żyjemy w wolnym kraju, w którym każdy może przedstawić własne zdanie i właśnie z tego postanowiłem skorzystać ;) Więc zobaczmy, jak oni strzelają.

Hiszpania

Hiszpanie za faworytów uznawani są nie tylko przeze mnie czy kibiców w swoim kraju, ale przez całe piłkarskie środowisko. Powiedzenie 'grają jak nigdy przegrywają jak zawsze' przestało obowiązywać po meczu finałowym Euro 2008. Od czasów turnieju w Austrii i Szwajcarii reprezentanci Hiszpanii grają na równym wysokim poziomie o czym niedługo przekona się nasza reprezentacja. Trzon drużyny jest niezmienny tak jak i formacja ataku, w której rządzą David Villa oraz Fernando Torres. David czaruje na boiskach rodzimej ligi gdzie zdobył już 15 bramek i jest jednym z najskuteczniejszych zawodników. El Nino mimo kłopotów z kontuzjami dzielnie walczy w Premier League gdzie strzelił 13 goli. Jak widzimy Hiszpanie raczej nie powinni martwić się o obsadę napadu. Nawet jeśli wyżej wymienionej dwójce przydarzy się słabsza forma będzie miał kto ich zastąpić: Negredo, Guiza może już nie tak skuteczni jednak prezentujący wysoki poziom. Jest jeszcze Llorente i Soldado, którzy na razie nie przekonują selekcjonera ale w lidze uzbierali odpowiednio 14 i 12 bramek. Warto wspomnieć o ofensywnych pomocnikach takich jak Jesus Navas, Mata, Silva i przede wszystkim Cesc Fabregas. Katalończyk w tym sezonie zdobył już 13 bramek na wyspach i w razie konieczności na pewno pomoże drużynie w strzelaniu bramek.

Brazylia

Potencjał ofensywny jaki posiada reprezentacja Canarinhos zawsze budzi szacunek i postrach wśród rywali. Nie inaczej będzie i tym razem bo Dunga naprawdę ma w kim wybierać. Patrząc na jego ostatnie decyzje personalne wydaję się, że o miejsce w wyjściowej jedenastce walczyć będą Robinho, Adriano oraz Luis Fabiano. Dwóch pierwszych po zawirowaniach w Europie wrócili do Brazyli i prezentują się bardzo dobrze na początku obecnego sezonu. Jeśli potwierdzą swoją wysoką dyspozycję w meczach reprezentacyjnych to oni powinni stanowić o sile ataku w kadrze. Na pewno na to nie zgodzą się jednak gracze z La Liga czyli Nilmar i wspomniany już napastnik Sevilli. Jakby tego było mało są jeszcze Grafite, Pato(10 goli) oraz Ronaldinho (9). Zwłaszcza brak powołań graczy Milanu jest sporym zaskoczeniem gdyż w klubie radzą sobie naprawdę dobrze i to na nich opiera się siła rażenia mediolańczyków. Pewnym jest to, że każdy z wymienionych graczy jeśli znajdzie się na mundialu powinien siać popłoch w liniach obronnych rywali.

Argentyna

Kadra Albiceleste prowadzona przez byłego znakomitego napastnika posiada także i teraz graczy, którzy mogą tak jak kiedyś Boski Diego poprowadzić kraj do złota. Mimo iż trenerem Maradona jest raczej marnym to indywidualności jakie posiada w drużynie stawiają Argentyńczyków wśród faworytów. Szczególnie w formacjach ofensywnych Diego będzie miał w kim wybierać, bo gracze brani pod uwagę są w imponujących formach strzeleckich. Gwiazdą numer jeden jest oczywiście ciągle najlepszy piłkarz świata Leo Messi, który w tym sezonie uzbierał już 16 trafień w ligowych rozgrywkach. Tyle samo bramek co Messi zdobył Gonzalo Higuain i to ta dwójka prowadzi na liście najskuteczniejszych Primera Division. Gotowy na grę będzie także Carlos Tevez, który w rozgrywkach ligowych dla Manchesteru City ustrzelił już 15 goli. Nie możemy zapominać o Diego Milito, Kunie Aguero gdyż także i oni strzelać potrafią co ciągle udowadniają. Mniejsze szanse mają za to Lisandro Lopez, Martin Palermo i Lucas Barrios ale skreślić ich nie można. Jak może się wydawać Argentyna siłę ataku ma miażdżącą, ale jak będzie na turnieju dopiero się okaże.

Anglia

Wszyscy w Anglii przede wszystkim martwią się o Rooneya, bo w takiej formie jaką napastnik United obecnie prezentuje ciężko będzie go zatrzymać wszystkim. 24 bramki strzelone w tym sezonie sprawiają że, Fabio Capello ma na kim oprzeć siłę uderzenia Synów Albionu. Z pomocą służą Jermain Defoe (13 goli) jego kolega klubowy Peter Crouch (5),Carlton Cole (9) czy Emile Heskey (3). Jednak forma strzelecka trzech ostatnich nie powala na kolana więc swoją szanse mogą też dostać Darren Bent (14) oraz Gabriel Agbonlahor (10). Jeśli i oni zawiodą ciężar strzelania będzie mógł wziąć na swoje barki Frank Lampard, który w tym sezonie już 12 razy pokonał bramkarzy rywali.

Niemcy

Mimo tego, że etatowi napastnicy reprezentujący kraj na wielkich imprezach są aktualnie w słabszej dyspozycji i mają problemy w klubach, Niemcy są typową drużyną turniejową i zawsze należy się z nimi liczyć. Klose i Podolski bo o nich mowa ostatnimi czasy nie prezentują wysokiej dyspozycji i często przegrywają rywalizację o wyjściowy skład z kolegami z drużyny. Coś mi jednak mówi, że i tak to właśnie ta para będzie straszyć bramkarzy i obrońców rywali. Mają jednak godnych rywali w osobach Mario Gomeza (10), Stefana Kiesslinga (13) czy naturalizowanego Cacau (8). Szczególnie napastnik Vfb Stuttgart imponuje formą w ostatnich meczach. Gomez wygrywa rywalizację w składzie Bayernu z Klose, a Kiessling jest najskuteczniejszym graczem Bundesligi. Do tego wszystkiego możemy dodać młodego Krossa (9) i rywalizacja o miejsce w podstawowym składzie naszych zachodnich sąsiadów powinna być bardzo ciekawa.

Nie wiem czy słyszeliście o powiedzeniu 'atakiem wygrywa się mecze, puchary zdobywa się obroną' (mogłem coś przekręcić) jednak jestem przekonany, że chyba każdy kibic chciałby, żeby wyżej wymienieni gracze byli pierwszoplanowymi postaciami nadchodzącego mundialu. Żeby to Messi, Rooney zachwycali nas pięknymi rajdami czy wolejami. Wiadomym jest, że gracze tacy jak Puyol, Terry czy Buffon też mogli by wznieść się na wyżyny swoich możliwości lecz niech to będą mistrzostwa napastników i pięknych bramek tego życzę sobie i wszystkim kibicom.

 

 

17:37, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lutego 2010

Chyba każdy kibic marzy o tym, żeby zobaczyć swoich idoli z bliska, walczących na murawie o piłkę, strzelających bramki czy wykonujących cudowne robinsonady. Jako kibic Barcelony nie mogę być obojętny na widok Leo Messiego zmierzającego do narożnika boiska oddalonego około 20 metrów od mojego miejsca na trybunach aby wykonać rzut rożny. Widok Zlatana żonglującego na rozgrzewce przed meczem niczym zabawa piłką jaką podziwiamy w popularnych spotach reklamowych Joga Bonito też zostanie mi na długo w pamięci. Mimo tego, że Barcelona w meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Vfb Stuttgart rozegrała na Mercedes-Benz Arena w Stuttgarcie jeden z najsłabszych meczów tego sezonu był to dla mnie mecz wyjątkowy i niezapomniany.

Wyjazd organizowany był przez FCBP (Fan Club Barca Polska) i to właśnie z innymi członkami penyi oraz kibicami wybrałem się na mecz do stolicy Badenii-Wirtembergii. W liczbie 309 osób niczym mityczne trzy setki spartan ruszyliśmy na przeciwko 50 tysiącom fanów Stuttgartu, którzy mieli czekać na nas na trybunach Mercedes-Benz Arena. Wczesną poniedziałkową nocą 21 lutego 3 autokary z Poznania oraz 2 z Wrocławia wyruszyły w podróż, która dla wielu kibiców Barcelony okaże się początkiem nowego rozdziału w ich kibicowskim życiu i podkreśli sens wielbienia drużyny, która swoje korzenie zapuściła tysiące kilometrów od Polski. Około godziny 11.00 nasze autobusy zatrzymały się na parkingu nieopodal stadionu Vfb. Po męczącej ale także wesołej i z każdą chwilą coraz bardziej ekscytującej podróży ponad 300-tu cule, ubranych w bordowo-granatowe barwy postawiło stopy na ziemi wroga. Nasza radość z możliwości rozprostowania nóg nie trwała jednak długo, gdyż miejscowa policja w trosce o bezpieczeństwo (nasze czy ich?) nakazała nam zmianę parkingu bliżej sektora gości. Po tych małych zawirowaniach organizacyjnych udaliśmy się na parking za stadionem gdzie powstała nasza baza wyjazdowa. Wspólne zdjęcie przed bramą stadionu i małymi grupkami rozeszliśmy się po mieście.


Sam stadion nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia mimo, że różnica pomiędzy M-B A, a stadionami Lechii Gdańsk czy Arki Gdynia z jakimi na co dzień obcuję była ogromna. Może to przez obraz sektora, który jest jeszcze w remoncie może przez to, że Stuttgart był w tej chwili przeciwnikiem Barcelony naprawdę nie wiem. Cały ośrodek treningowy wokół stadionu też nie powala na kolana. Wszystko wydawało się jakieś szare bez wyrazu, a to na pewno nie zasługa pogody, która przywitała nas słoneczkiem i kilkoma stopniami na plusie. Czymś pozytywnym co przypadło mi do gustu była metalowa konstrukcja z flagami wszystkich finalistów piłkarskich Mistrzostwa Świata 2006 jakie gościły miedzy innymi na tym stadionie. Małe zwiedzanie ośrodka treningowego i okolic stadionu zakończyło się paroma fotkami. Następny przystanek centrum miasta i starówka. Po drodze mijaliśmy sporo ludzi, którzy na widok naszych katalońskich barw często obdarowywali nas uśmiechami i pozdrowieniami typu Visca el Barca ! Samochody nas mijające nie rzadko trąbiły oraz widoczne były z nich gesty przypominające pozdrowienia oraz pokazywanie emblematów Barcelony co nas zaskoczyło bardzo pozytywnie. Samo miasto prezentuje się dość okazale widoczne jest gołym okiem, że Stuttgart to miasto bogate, nastawione na biznes i przemysł samochodowy. Siedziby samochodowych potentatów jak Porsche i Mercedes rzucają się w oczy bardzo mocno. Starówka też nie wyglądała na typowe stare miasto, przepełnione budkami z jedzeniem oraz markowymi butikami chyba straciła swój urok. Lecz nie na zwiedzanie tam pojechałem więc pora skupić się na meczu i jego otoczce.

Od godziny mniej więcej 18 dostrzegliśmy wzmożony ruch kibiców w okolicach areny zmagań. Fani Barcelony jak i Stuttgartu barwnie wypełnili plac koło stadionu. Przed meczem 'ograliśmy' paru Niemców w quizie o Chamions League więc pamiątki także mamy. Widząc kordony policji ustawiłem się z innymi kibicami koło jednej z bram wjazdowych niestety nie doczekałem się widoku wysiadających z autobusu gwiazd Dumy Katalonii. Od 19.00 otwarto nam bramki i w akompaniamencie katalońskich przyśpiewek maszerowaliśmy na trybunę gości Mercedes-Benz Areny. Pełni podekscytowania z ciarkami na plecach mijaliśmy kolejne punkty kontrolne ochrony. Mimo iż niektórzy wyraźnie byli pod wpływem alkoholu nie robili problemów, warto zwrócić też uwagę na profesjonalną obsługę i wyrozumiałość stewardów. Na trybunach byłem dokładnie o 19.12, widok i wrażenie stadionu od środka było niepodważalnie lepsze niż ten jaki arena zrobiła na mnie będąc na zewnątrz. Mimo, że jedna z trybun będąca w przebudowie była wyłączona ogólne wrażenie było bardzo pozytywne. Około 20.00 stadion był już prawie zapełniony przez fanów obydwu drużyn. W momencie gdy VV wyszedł na rozgrzewkę nasz sektor zgotował mu wspaniałe przyjęcie, za które portero nr 1 nie omieszkał podziękować. Z każdą chwilą kibice Vfb byli coraz głośniejsi, mimo naszych starań i nie oszczędzania gardeł byliśmy bez szans wobec głośnego skandowania 'VFB, VFB...!!!'. Doping dla gospodarzy był naprawdę oszałamiający, byłem pełen podziwu dla miejscowych fanów. Godzina 20.45 to co czuje się słysząc hymn Ligi Mistrzów będą tam na miejscu na stadionie jest czymś nie wyobrażalnym, nie ma słów jakimi można opisać te uczucia. Słysząc te dźwięki ma się ochotę przeskoczyć ogrodzenie wbiec na boisko i samemu walczyć z rywalem. Kolana giętkie, ręce aż drżały zresztą tak jak reszta ciała. Kilkadziesiąt sekund, które dla kibica są po prostu magiczne.

Nie wiem czy to hymn LM czy wspaniały doping miejscowych kibiców ale coś z Pep Team'em było nie tak. Bardzo słaba gra, wolna,bez pomysłu, piłkarze bardzo statyczni. Taką grą Barca nie mogła zrobić krzywdy niesionym dopingiem graczom Vfb. Mecz w wykonaniu Barcelony nie był nadzwyczajnym widowiskiem, co tu dużo pisać był po prostu słaby. Jednak doping na naszym sektorze, kibice gospodarzy to wszystko powoduje, że nawet taki mecz staje się cudownym przeżyciem, które polecam dla każdego kibica. Nie ważne jakiej drużyny, dopingując ramie w ramie z innym kibicami wspierając swoich idoli na stadionie gdzie na przeciwko wam jest około 50 tysięcy gardeł jest czymś co nadaje sens kibicowaniu, czymś co każdemu kibicowi życzę.

 

 

 

 

 

18:30, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 lutego 2010

Primera Division

“Nadeszła godzina prawdy” rzekł Pep Guardiola na ostatniej konferencji prasowej i trudno się z tym nie zgodzić. Po 22 kolejkach Barca i Real idą łeb w łeb w La Liga, tylko 2 punkty przewagi Dumy Katalonii nie pozwalają chociażby na niewielki błąd. Ekipa ze stolicy tylko czeka na potknięcie ciągle aktualnego mistrza kraju, a sama z tygodnia na tydzień zdobywa kolejne punkty wywierając presję na największym rywalu. W ten weekend na Bernabeu przyjedzie Villareal, który nie może zaliczyć obecnego sezonu do udanych. Real na swoim boisku punktów nie traci i ciężko spodziewać się, że Żółta Łódź Podwodna zmieni ten stan.

Pep Team podejmie na Camp Nou drużynę ze stolicy Kantabrii, która przyjeżdża bez swoich największych gwiazd. Absencje te spowodowane są zawieszeniami za kartki z poprzedniego meczu. Hiszpańska prasa sugeruje, że jest to celowa zagrywka piłkarzy Racingu aby nie wykluczyć się z następnego meczu z sąsiadującą w tabeli Almerią. Wobec osłabień Barcelony takie rozwiązanie wydaje się co najmniej nie zrozumiałe, o ile kiedykolwiek w profesjonalnym sporcie możemy mówić o zrozumieniu odpuszczenia meczu. Trenerzy zespołów nawet nie chcą rozmawiać na ten temat co nie dziwi chyba nikogo. Pep, który w sobotnim meczu poprowadzi Barce po raz setny będzie miał większe pole manewru jeśli chodzi o kadrę zespołu aniżeli w meczu z Atletico. Do składu wracają zawieszeni Pique i Rafa, oraz kontuzjowani Dima i Toure. Zabraknie podstawowych bocznych obrońców oraz serca drużyny jak Xaviego nazwał Sergi Busquets. Zarówno Barcelona jak i Real powinny po tej kolejce dopisać do swoich dorobków po 3 punkty i w dalszym ciągu kontynuować ekscytujący marsz po mistrzostwo kraju.

Champions League

Za nami pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów. Najciekawiej było oczywiście w Mediolanie gdzie na San Siro Milan uległ Manchesterowi United 2-3, mimo tego, że jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie rozegrał Ronaldinho. Brazylijczykowi jednak zabrakło wsparcia ze strony reszty zespołu. Wsparcie otrzymał za to Wayne Rooney, który dzięki 2 trafieniom dał zwycięstwo gościom i prawdopodobnie awans do ¼ finału.

Ciekawe spotkanie zobaczyli kibice na Estadio Dragao, gdzie jednym z bohaterów był Łukasz Fabiański. Polski bramkarz strzelił sobie gola samobójczego oraz wielce przyczynił się do utraty drugiego gola, jednak tam wina za bramkę rozchodzi się na co najmniej 3 osoby. Porto dzięki prezentom Arsenalu wygrało 2-1 i wcale nie stoi na straconej pozycji przed rewanżem, patrząc na ich mecze w pucharach rozegrane na wyspach można być nawet optymistą. Ja będę trzymał kciuki za Porto bo odpadnięcie chłopców Wengera może przyśpieszyć powrót Cesca Fabregasa do domu jakim jest Barcelona.

Bayern Monachium ku memu zaskoczeniu dość niespodziewanie męczył się z Fiorentiną na własnym boisku. Mało tego wygrał dzięki pomyłce sędziego, którego prezes Violi wysyła do okulisty. Przed rewanżem zapowiadają się wielkie emocje, a błąd sędziego i bramka strzelona na wyjeździe na pewno w jeszcze większym stopniu zmobilizują Włochów. Bayern mający genialne skrzydła w postaci Robbena i Riberiego jednak łatwo się nie podda.

Tradycyjnie już w Lyonie uległ wielki Real Madryt. Po porażkach 0-3, 0-2 teraz skończyło się 0-1. Przed rewanżem jednak wszystko jest możliwe, a królewskich na pewno stać na pokonanie Lyonu u siebie. Mimo straty Xabiego Alonso w drugim meczu to i tak Real będzie faworytem, w końcu ile lat można odpadać w 1/8 finału LM ?. Nie zmieni tego nawet fakt, że Lyon gdy przyjeżdżał w ostatnich latach na Bernabeu to nie przegrywał, a więc będzie ciekawie.


 

12:40, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lutego 2010

Każda drużyna ma swojego trenera, który ma za zadnie przekazać graczom swoją filozofię i styl gry. Każdy zespół ma też swojego kapitana, który jest niejako pośrednikiem i łącznikiem między piłkarzami, a ich bossem. Oczywiście nie tylko na boisku. To kapitan wyprowadza swój zespół na każdy mecz, to on nosi na sobie ciężar poderwania zespołu jeśli coś idzie nie tak. Jest to bardzo odpowiedzialna oraz ważna funkcja, do której zwyczajnie nie każdy się nadaje. Historia piłki nożnej pokazuje nam wielu świetnych czy nawet genialnych 'boiskowych przywódców' jak chociażby Franco Baresi, Lothar Matthäus czy Roy Keane. Jak pokazują powyższe przykłady nie musimy cofać się pamięcią zbyt daleko aby znaleźć przykład wyjątkowych graczy, których główną cechą łączącą jest charyzma, upór, wola walki i mentalna siła przywódcza. Na kartach futbolu wszystkie wymienione nazwiska zapisane są wielkimi literami, byli i są wielkimi osobowościami. Nie każdego byłoby stać na to aby w wywiadzie telewizyjnym skrytykować swoich kolegów z drużyny po słabym meczu (porażka Man U 1-4 z Middlesbrough), czy w trakcie trwania spotkania ruszyć biegiem przez ponad połowę boiska i skrytykować największą gwiazdę drużyny (van Basten) ponieważ jest źle ustawiony taktycznie.

Chciałbym się jednak skupić na osobach kapitanów, którzy ciągle grają oraz idąc krok dalej ukazać ich nie tylko jako przywódców ale i jako uosobienie swojej drużyny. Jest wielu znakomitych piłkarzy pełniących rolę kapitana drużyny nie zastanawiając się dłużej mogę wskazać przynajmniej kilku m.in. Carles Puyol, Raul, Del Piero, Totti, Giggs czy Steven Gerrard.

Wielu kapitanów to bardzo doświadczeni gracze zarówno piłkarsko jak i życiowo. Przywódca powinien dawać przykład młodszym graczom we wszystkich aspektach piłkarskich jak i po za boiskowych, być wzorem do naśladowania. Wśród tych wytycznych jest wyjątek ( patrząc na największe kluby Europy ). Francesc Fabregas Soler bo o nim mowa jest co prawda już doświadczonym graczem, ale też bardzo młodym porównując z innymi kapitanami tzw. angielskiej big four. Popularny Cesc przejął opaskę po Williamie Gallasie pod koniec 2008 roku. Mimo niewielkiego stażu pełnionej funkcji już udowodnił, że jest odpowiednią osobą na tym stanowisku. Już nie jeden raz swoją grą ratował punkty czy nawet wygrywał mecze Arsenalowi, przykładem może być ostatni mecz z Aston Villa. Młody Katalończyk jest siła napędową Kanonierów, wielkim przykładem dla młodszych kolegów, którzy tak jak on chcieliby grać w pierwszym składzie drużyny Wengera. Pokazał im, że jest to możliwie i w pewien sposób jest natchnieniem i wzorem. Pisałem wyżej, że chciałbym ukazać uosobienie drużyny w ciele swojego kapitana. Cesc Fabregas jest idealnym przykładem takiego powiązania. Filozofia Wengera opiera się na pracy z młodzieżą, budowaniu drużyny na graczach zdolnych, świetnych ale jeszcze mało doświadczonych i bez marki , za która trzeba by zapłacić dziesiątki milionów funtów. W takiej drużynie młody kapitan jest niemalże wskazany. Tak jak gra Arsenalu, tak i jego gra opiera się na technice, szybkiej kombinacyjnej grze do przodu. Mimo że gra jako środkowy pomocnik jego ciąg na bramkę jest niepodważalny, tak jak to że zespół Arsena Wengera gra najmniej angielską piłkę w lidze.

Mowa już była o Arsnalu, Liverpoolu (Gerrard) i Manchesterze (Keane i Giggs) więc pora dopełnić formalności i wskazać kolejny klub czyli Chelsea Londyn. Skupić natomiast chcę się na wychowanku tego klubu, a mianowicie Johnie Terrym. Nie będę ukrywał, że bardzo szanuję go za grę i uważam za jednego z trzech najlepszych środkowych obrońców świata. Moim skromnym zdaniem jest to najlepszy kapitan jakiego mogą mieć The Blues ale i nie tylko oni. Moje uznanie zdobył po jakże pamiętnym drugim meczu półfinałowym zeszłorocznej Champions League. Jeden z hiszpańskich dziennikarzy opisał historię, która opowiadała o tym, że po meczu jakże emocjonującym i dramatycznym John Terry poszedł do szatni Barcelony pogratulował rywalom i życzył powodzenia w finale. Wtedy gdy Drogba krzyczał do kamer f*cking disgrace, gdy Ballack niemalże pobił sędziego i ganiał go po boisku, on kapitan Chelsea zespołu, który właśnie odpadł w ½ finału LM grając u siebie zachował zimną krew i postąpił jak prawdziwy dżentelmen i profesjonalista. Chelsea jest drużyną świetnie zorganizowaną taktycznie, oparta na silnych,a nawet bardzo silnych graczach przypominających sylwetkami starożytnych gladiatorów. John wydaje się jednoosobowym synonimem i wcieleniem drużyny ze Stamford Bridge. Jego niepodważalna pozycja w klubie jest tak mocna, że nawet skandale powodowane przez członków jego rodziny nie mają na nią wpływu. Nawet ostatnia sex afera nie powinna wpłynąć na jego opinię i reputację w klubie i wśród kibiców. Dla mnie Chelsea Londyn to jest John Terry + reszta.

 

THX for Bafflo, Kris & Liman !

19:36, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010

Już za 128 dni w RPA rozpocznie się największa piłkarska impreza na świecie, po raz pierwszy na afrykańskim kontynencie gościć będą piłkarskie Mistrzostwa Świata. Jest to turniej piłki kopanej o największej światowej randze. Najlepsze reprezentacje, najwybitniejsi piłkarze, największe emocje. Skoro już mowa o piłkarzach to właśnie mistrzostwa globu są miejscem gdzie ci najlepsi, najdoskonalsi powinni pokazać pełnie swoich możliwości i umiejętności aby wygrać Puchar Świata i na zawsze zapisać się w historii futbolu. Jednym z tych najwybitniejszych, największych gwiazd jest oczywiście Lionel Messi. W tej chwili możemy śmiało nazwać go najlepszym piłkarzem świata wygrał przecież plebiscyt FIFA World Player 2009. Jako ten najlepszy musi dźwignąć ciężar poprowadzenia swojej reprezentacji na mistrzostwach po złoty medal, gdyż Argentyna mimo gorszych występów w ostatnim czasie i tak będzie uznawana za jednego z faworytów afrykańskiej imprezy. No i tu zaczynają się schody ...

Jak się okazało od roku 1991 od kiedy FIFA przyznaję nagrodę 'gracza roku' jeszcze żaden piłkarz który został uhonorowany tą nagrodą w roku przed Mistrzostwami Świata nie zdobył w następnym roku pucharu. Wydaję się co najmniej dziwne, że takie nazwiska jak Ronaldo czy Ronaldinho ze swoją reprezentacją nie dokonali tego, ale od początku...

Grudzień 1993 roku zwycięzcą plebiscytu zostaje Roberto Baggio, który z kadrą Włoch do USA leci w roli faworytów do końcowego triumfu, niestety na ich drodze staje genialna Brazylia. W finale to właśnie Baggio przestrzelił decydującego karnego w finale. W kadrze zwycięzców był niejaki Ronaldo, który nie zagrał ani minuty ale po 3 latach to on zostaje wybrany najlepszym piłkarzem globu 97'. Na mistrzostwa Świata jedzie jako megagwiazda, która ma poprowadzić do Brazylię do obrony tytułu. Okazuję się, że gospodarze są zbyt wymagającym rywalem w finale. Tylko srebrem musi zadowolić się Brazylijczyk, który rankiem w dniu finału zafundował historię, której do tej pory nikt nie rozwiązał do końca.

Przed pierwszymi mistrzostwami XXI wieku koronę najlepszego piłkarza nosił Luis Figo, jednak jego udział na azjatyckim turnieju nie można uznać za najlepszy. Tak jak Figo jechał z małymi szansami do Korei tak Ronaldinho na mundial do Niemiec wyruszył ze swoją reprezentacją jako murowany faworyt. Popularny R10 zwyciężał w plebiscycie FIFA w roku 2004 i 2005. Jako niekwestionowany król zielonych boisk musiał z naszpikowaną gwiazdami kadrą Brazylii tylko dopełnić formalności w czasie turnieju. Tak tylko się wydawało, wszyscy pamiętamy jak się skończyło.

Po przeanalizowaniu plebiscytu FIFA World Player, poszukałem jeszcze innych plebiscytów (zwycięzcami są przeważnie ci sami piłkarze, tak wiem) i porównałem z wynikami osiąganymi na mundialach. Żaden ze zwycięzców konkursów UEFA, France Football (sprawdzałem od lat 90-tych) czy World Soccer nie wygrał Mistrzostw Świata nosząc miano najlepszego piłkarza poprzedniego roku.

Tytułowa klątwa to może zbyt przesadzone stwierdzenie lecz brak potwierdzenia swojej supremacji również z drużyną na piłkarskich Mistrzostwach Świata daje przynajmniej impuls do zastanowienia. Leo Messi najlepszy piłkarz roku 2009 wybrany został rekordową ilością głosów czy jako pierwszy zdobędzie Puchar Świata dźwigając miano najlepszego piłkarza świata ? Przekonamy się już za około 6 miesięcy.

13:30, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010

Barclays Premier League uznawana jest przez znawców tematu jak i większość kibiców za najlepszą piłkarską ligę świata. Trudno się z tą tezą nie zgodzić, no może kibicom Realu i Barcelony przychodzi to trochę trudniej. Moim zdaniem najbardziej adekwatnym czynnikiem są wyniki osiągane przez kluby w Champions League, a pod tym względem kluby La Liga nie powinny nawet stawać w szranki ze swoimi angielskimi odpowiednikami gdyż przegrywają w przedbiegach. Jednak to w Liga BBVA gra trzech ostatnich zwycięzców konkursu na najlepszego gracza Europy czy Fifa World Player. Barcelona dotrzymuje kroku drużynom z wysp w Lidze Mistrzów, lecz po za drobnym wsparciem Villareal jest osamotniona w rywalizacji najlepszych lig. Ostatnie wakacje przyniosły jednak wiele zmian w Madrycie, który sterowany przez nowego starego prezesa ma włączyć się do walki o prymat w Europie już w tym sezonie. Wielkie pieniądze, wielkie nazwiska, wielkie oczekiwania dodają jeszcze więcej kolorytu ligowym rozgrywkom w Hiszpanii. Transfery Realu, brak sprzedaży największych gwiazd Valencii czy rokroczne wzmocnienia Sevilli to niejako odpowiedź na rzucone rękawice przez P.L.* w walce o miano tej najlepszej ligi Europy (co oznacza też prymat światowy).

Ja jednak natchnięty wczorajszą rozmową ze swoim kumplem (znawcą piłki angielskiej) chciałbym się pobawić w nieco inne porównanie. Otóż najodpowiedniejszym rozwiązaniem każdego problemu w piłce nożnej byłby oczywiście mecz między zainteresowanymi stronami. Przyjmijmy więc, że od roku 2010 tydzień przed startem najlepszych lig organizowany będzie mecz miedzy tymi dwoma best of the best czyli w tym roku 'Team P.L.', a 'Team BBVA' (oczywiście o godzinie, o której wszyscy skośnoocy kibice mogliby obejrzeć ten naszpikowany gwiazdami mecz o normalnej porze ;), a więc ...


Witam z Mediolanu dziś mimo wczesnej pory obiadowej na San Siro zostanie rozegrany inauguracyjny mecz o The Best League Cup. Naprzeciwko siebie staną zespoły złożone z najlepszych graczy ligi angielskiej oraz hiszpańskiej ubiegłego sezonu ( ja przyjmuję formę/osiągnięcia z pierwszej części sezonu 2009/2010).'Team BBVA' poprowadzi Pep Guardiola, a rywali z wysp oczywiście Sir Alex Ferguson.

Oto składy, drużyna laliga zacznie w składzie: Ikera Casillas w bramce, w obronie od prawej: Dani Alves, Gerard Pique, Carles Puyol i Luis Felipe Kasmirski, w pomocy Lassana Diarra jako pivot, a przed nim Xavi oraz Iniesta. Na lewym skrzydle wystąpi nie kto inny jak Leo Messi, a po 2 stronie oczywiście zobaczymy Cristiano Ronaldo, który ma okazję przypomnieć się dawnym rywalom i kolegom z angielskich boisk. Jako '9' super strzelec z Valencii – David Villa.

Sir Alex desygnował następujący skład:

W bramce Petr Cech> Obrona  Bronislav Ivanović na prawej  na środku  jego kolega z drużyny John Terry oraz Nemanja Vidić i Patrice Evra na lewej stronie. Przed nimi Essien, Lampard i Cesc Fabregas. W ataku Wayne Rooney, Didier Drogba oraz co może być dla niektórych niespodzianką Jermain Defoe, który jest w świetnej formie.

Dlaczego oni ?

Chociaż osobiście wydałbym naprawdę spore pieniądze żeby taki mecz zobaczyć to na pewno nie chciałbym być jednym z trenerów. Przy tak wielkiej ilości znakomitych piłkarzy grających w opisywanych ligach trener dopiero miałby problem urodzaju. Nie chciałem bawić się w rezerwowych bo z wybraniem pierwszych składów miałem ogromne problemy. Chociaż starałem się być obiektywny to jakieś osobiste sympatie mogły się wkraść w moje wybory. Jestem przekonany jednak, że gracze Barcelony są jak najbardziej słusznie wybrani do składu.

Team BBVA

Chociaż to Barca traci najmniej bramek, a Victor Valdes jest na razie liderem w wyścigu o Trofeo Zamora, to jednak chyba każdy zgodzi się iż to Iker jest najlepszym bramkarzem świata i to on powinien grać. Obrony nawet chyba nie ma co poruszać bo jedynie wybór Luisa Felipe może być negowany. Dla mnie natomiast to on jest obrońcą jaki najlepiej prezentuje się obecnie na lewej stronie hiszpańskich boisk. Wybór pivota był bardzo trudny jednak Lass kontynuuje wysoką formę od dłuższego czasu,a potencjalni rywale mieli chwile niższej formy, dlatego on zagrałby za całokształt. Mimo, że na hiszpańskich boiskach jest wielu zdolnych pomocników to nie ma 2 lepszych niż duet z Barcelony i to nie podlega dyskusji. Rezerwowymi mogliby być Kaka i przede wszystkim Ever Banega. W ataku też chyba komentarze nie są potrzebne skrzydłowi najlepsi na świecie plus najskuteczniejszy napastnik ligi. Jako rezerwowi hmm ... Zlatan, Higuain, Navas, Silva, Perotti, Cazorla więc nawet się nie podejmuje wyboru.

Team P.L.

Obsada bramki i obrony musiał odbyć się patrząc na kadry United i Chelsea. W bramce Cech jako , że The Blues stracili mniej bramek, a Edwin długo się leczył. W obronie po 2 graczy jednak równie dobrze mogliby to być Carvalho i Rio. W pomocy najlepszy defensywny pomocnik świata i 2 genialnych liderów swoich klubów. Często trafiają, jeszcze częściej asystują i grają dla drużyny. Lepszego wyboru w tej chwili być nie mogło. Atak wybrałem najskuteczniejszych bo inaczej nie nie potrafiłbym wybrać trzech graczy z takich nazwisk jak: Torres, Anelka, Tevez czy Bent.

 

Patrząc z tej perspektywy Premier League wcale nie wydaje się mocniejsza od koleżanki z Hiszpanii co nie zmienia faktu, że jest najlepszą liga świata.Domyślam się, że każdy ma swój obraz takiej najlepszej jedenastki poszczególnej ligi i nie musi się ze mną zgadzać więc zapraszam do wypisania swoich typów i opinii.

 

 

 

 

 

16:38, ketrab87
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 stycznia 2010

Tak dokładnie to powyżej przedstawiona jest drużyna roku 2009 wybrana przez kibiców głosujących na oficjalnej stronie internetowej UEFA: http://www1.uefa.com/fanzone/teamoftheyear/index.html .

Jak można było się spodziewać drużynę zdominowali gracze Barcelony co chyba nikogo nie powinno dziwić. Rok 2009 przebiegał pod dyktando Katalończyków zarówno na krajowym podwórku w europejskich pucharach jak i Klubowych Mistrzostwach Świata. Sześciu graczy z wytypowanej jedenastki nosi na co dzień koszulki w bordowo-granatowe barwy. Dodatkowo trenerem roku wybrany został opiekun Barcelony, Josep Guardiola co daje nam wynik 7 na 12. Tak wielkiej dominacji graczy jednego klubu oczywiście jeszcze nie było co po raz kolejny pokazuje jak genialny rok mają za sobą piłkarze Dumy Katalonii.

 

Poniżej drużyny z poprzednich lat:



Team of the Year 2008:
Iker Casillas (Real Madrid CF & Spain); Sergio Ramos (Real Madrid CF & Spain), John Terry (Chelsea FC & England), Carles Puyol (FC Barcelona & Spain), Philipp Lahm (FC Bayern München & Germany); Cristiano Ronaldo (Manchester United FC & Portugal), Xavi Hernández (FC Barcelona & Spain), Cesc Fàbregas (Arsenal FC & Spain), Franck Ribéry (FC Bayern München & France); Lionel Messi (FC Barcelona), Fernando Torres (Liverpool FC & Spain). Sir Alex Ferguson (Manchester United FC)

Team of the Year 2007:
Iker Casillas (Real Madrid CF & Spain); Daniel Alves (Sevilla FC), Alessandro Nesta (AC Milan & Italy), John Terry (Chelsea FC & England), Eric Abidal (Olympique Lyonnais/FC Barcelona & France); Cristiano Ronaldo (Manchester United FC & Portugal), Steven Gerrard (Liverpool FC & England), Kaká (AC Milan), Clarence Seedorf (AC Milan & Netherlands); Zlatan Ibrahimović (FC Internazionale Milano & Sweden), Didier Drogba (Chelsea FC). Sir Alex Ferguson (Manchester United FC)

Team of the Year 2006:
Gianluigi Buffon (Juventus & Italy); Gianluca Zambrotta (FC Barcelona & Italy), Fabio Cannavaro (Real Madrid CF & Italy), Carles Puyol (FC Barcelona & Spain), Philipp Lahm (FC Bayern München & Germany); Steven Gerrard (Liverpool FC & England), Cesc Fàbregas (Arsenal FC & Spain), Kaká (AC Milan), Ronaldinho (FC Barcelona); Thierry Henry (Arsenal FC & France), Samuel Eto'o (FC Barcelona). Frank Rijkaard (FC Barcelona)

Team of the Year 2005:
Petr Čech (Chelsea FC & Czech Republic); Cafu (AC Milan), John Terry (Chelsea FC & England), Carles Puyol (FC Barcelona & Spain), Paolo Maldini (AC Milan); Luis García (Liverpool FC & Spain), Steven Gerrard (Liverpool FC & England), Ronaldinho (FC Barcelona), Pavel Nedvěd (Juventus & Czech Republic); Samuel Eto'o (FC Barcelona), Andriy Shevchenko (AC Milan & Ukraine). José Mourinho (Chelsea FC)

Team of the Year 2004:
Gianluigi Buffon (Juventus & Italy); Cafu (AC Milan), Ricardo Carvalho (Chelsea FC & Portugal), Alessandro Nesta (AC Milan & Italy), Ashley Cole (Arsenal FC & England); Cristiano Ronaldo (Manchester United FC & Portugal), Maniche (FC Porto & Portugal), Ronaldinho (FC Barcelona), Pavel Nedvěd (Juventus & Czech Republic); Thierry Henry (Arsenal FC & France), Andriy Shevchenko (AC Milan & Ukraine). José Mourinho (Chelsea FC)

Team of the Year 2003:
Gianluigi Buffon (Juventus & Italy); Paulo Ferreira (FC Porto & Portugal), Alessandro Nesta (AC Milan & Italy), Paolo Maldini (AC Milan), Roberto Carlos (Real Madrid CF); Luís Figo (Real Madrid CF & Portugal), David Beckham (Real Madrid CF & England), Zinédine Zidane (Real Madrid CF & France), Pavel Nedvěd (Juventus & Czech Republic); Thierry Henry (Arsenal FC & France), Ruud van Nistelrooy (Manchester United FC & Netherlands). José Mourinho (FC Porto)

Team of the Year 2002:
Rüstu Reçber (Fenerbahçe SK & Turkey); Carles Puyol (FC Barcelona & Spain), Alessandro Nesta (AC Milan & Italy), Cristian Chivu (AFC Ajax & Romania), Roberto Carlos (Real Madrid CF); Clarence Seedorf (AC Milan & Netherlands), Michael Ballack (FC Bayern München & Germany), Zinédine Zidane (Real Madrid CF & France), Damien Duff (Blackburn Rovers FC & Republic of Ireland); Thierry Henry (Arsenal FC & France), Ronaldo (Real Madrid CF). Senol Günes (Turkey)
Team of 2001:
Santiago Cañizares (Valencia CF & Spain), Cosmin Contra (Deportivo Alavés & Romania), Sami Hyypiä (Liverpool FC & Finland), Patrik Andersson (FC Barcelona & Sweden), Bixente Lizarazu (FC Bayern München & France); David Beckham (Manchester United FC & England), Patrick Vieira (Arsenal FC & France), Zinédine Zidane (Real Madrid CF & France), Kily González (Valencia CF); Thierry Henry (Arsenal FC & France), David Trezeguet (Juventus & France). Gérard Houllier (Liverpool FC)

16:50, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 stycznia 2010

Każdy z nas kibiców ma swój piłkarski gust, któremu jedna drużyna/piłkarz pasuje bardziej,a inna/y mniej. Jako dzieci sami gramy w piłkę naśladując swoich idoli, których później podziwiamy z wysokości fotela gdyż jak się okazało nasza kariera nie może być kontynuowana z różnych względów (przeważnie ciężka kontuzja zwana potocznie lenistwem albo kłopoty z alkoholem lub innymi używkami). Dla jednych idolem jest (był) Maldini za przywiązanie do barw jednego klubu w karierze, innym imponuje Cristiano Ronaldo swoimi umiejętnościami, potężnym uderzeniem czy też fryzurą. Są też tacy, którzy zakochali się w geniuszu niejakiego Ronaldinho. Niewątpliwie jego wielkim atutem jest mimika twarzy oraz wada zgryzu co powoduje u Brazylijczyka ciągły uśmiech na twarzy, a jak wiadomo uśmiech oznacza pozytywne emocje jakie płyną do kibiców.

Jednak to nie sam uśmiech sprawił iż Roonie został dwa razy wybrany piłkarzem roku FIFA. Jego nieprzeciętne umiejętności na szerszą skalę wypłynęły na świat gdy grał w PSG. Tam swoją finezyjną grą wywalczył sobie angaż w jednym z największych klubów świata, wyścig po R10 jak później zostanie nazwany wygrywa Duma Katalonii. W barwach Barcelony Ronaldinho wygrywa prawie wszystko co mógł wygrać, zostaje ogłoszony najlepszym piłkarzem świata. Jednak od Mistrzostw Świata 2006 jego kariera zatrzymuje się. Nie bryluje już nad rywalami w tak efektywny i efektowny sposób jak wcześniej. Zaczynają się spekulacje, że to imprezowy tryb życia, brak mobilizacji czy jeszcze kilka innych powodów prasa wymyśliła. Jakby nie było on i Barcelona przestają być najlepsi, konieczne są zmiany. Nowy trener oznajmia, że nie potrzebuje R10 i może zostać sprzedany. Wtedy o swoje marzenie jakim było ujrzenie Ronaldinho w barwach Milanu zaczynają zabiegać władze mediolańskiego giganta.

Pierwszy sezon nie był olśniewający w wykonaniu “El Crack Total”, zarówno on sam jak i jego klub grają średnio, niczym się nie wyróżniając. Przez długi czas nawet nie był podstawowym graczem Milanu. Wielu ludzi już go skreśliło, mówiono iż 'się skończył' jako piłkarz. Byli też tacy jak ja, którzy zaczynali wątpić. Pewności nie mam i nie mogę mieć czy R10 wraca na szczyt. Mam za to nadzieję i wielkie pragnienie na temat Ronaldinho. Niech wróci na piedestał piłkarskich bogów bo to jest jedyne odpowiednie miejsce dla niego, a więc Roonie ... czekamy !


 

18:33, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 grudnia 2009

W niedzielę 12 grudnia o godzinie 14.45 na stadionie przy ulicy Traugutta 29 w Gdańsku, miejscowa Lechia walczyła o ligowe punkty z jakże 'lubianą' w tej części trójmiasta Cracovią Kraków. Spragniony przeżywania piłkarskich emocji 'na żywo' nie dałem się długo prosić na tak atrakcyjne spotkanie dla lokalnych kibiców i wraz z kumplami wybrałem się na stadion. Lechistą jestem raczej niedzielnym, ale mieszkając ponad 2 lata w trójmieście jakieś tam przywiązanie do biało-zielonych barw odczuwam więc na stadionie nie czuję się obco, wręcz przeciwnie teksty typu ' nasi ', 'gramy' itd. notorycznie można usłyszeć z moich ust. Mimo odczuwania przynależności lokalnej do Lechii muszę skrytykować kibiców za ich postawę ale wszystko po kolei...

Od razu zaznaczam, że moja obecność na polskich stadionach jest bardzo rzadka. Byłem parę razy jako dzieciak na Stomilu, czy Widzewie, plus oczywiście mecze Lechii od jakiegoś czasu. Nie znam zatem stadionowych zwyczajów, rodzajów dopingów zbyt dobrze. Na pewno jednak nie będę opierał się na opinii mediów zaznaczam to z góry gwoli ścisłości. Na nieszczęście piłkarzy przyjezdnych ich kibice na ten mecz nie dotarli ze względu na zbyt późne wysłanie rezerwacji biletów do gdańskiego klubu.(sic!)

Pierwsza połowa była bardzo nudna, Lechia próbowała atakować ale dobrze poukładana gra obronna drużyny prowadzonej przez Oresta Lenczyka uniemożliwiała swobodne rozgrywanie piłki na połowie przeciwnika co powodowało brak sytuacji pod bramką Cabaja. Odważę się nawet tezy, że to goście grali lepiej zarówno w obronie jak i ataku, ale nie potrafili udokumentować tej przewagi bramką. Około 30 minuty piłkarz Cracovii wykonywał rzut rożny, miało to miejsce nieopodal miejsca trybun gdzie kibicowałem biało-zielonym. Dariusz Pawlusiński bo on jest bohaterem tego wątku w małym odstępie czasu wykonał 2 rzuty rożne z tego samego narożnika boiska. Jak każdy piłkarz zbliżający się do sektora kibiców drużyny przeciwnej był z góry 'skazany' na wysłuchanie obowiązkowej dawki przyśpiewek kibiców. Nic w tym nadzwyczajnego powiecie, jasne zgadzam się takie są realia kibicowania nie tylko w Polsce. Zwróciłbym uwagę raczej na gest jaki pomocnik pasów wykonał w 'naszą stronę' podchodząc do 2 rożnego. Mianowicie pierwsza dawka okrzyków kibiców Lechii Gdańsk tak mu się spodobała, że był ciekawy jak zareagują na prostacką prowokacje do jakiej nie powinno było dojść ! Podchodząc do narożnika boiska Pawlusiński bardzo sprytnie pokazał miejscowym fanom, swoje przywiązanie, dumę i honor z reprezentowania 'pasów' uderzając się w klubowy herb na koszulce. Wątpię żeby kamery to wychwyciły, wątpię żeby ktoś oprócz grupki ludzi z sektora, w którym byłem to widział. Tu brawa dla piłkarza, bo w tej sytuacji nikt mu nic nie udowodni. Zastanawia mnie jednak to co ten piłkarz myślał w tamtej chwili, czy był to impuls 'a zrobię im na złość' ? Jestem przekonany, że w nie jednym narożniku piłkarze na polskich boiskach nasłuchają się wielu obraźliwych i godnych pożałowania tekstów w kierunku swojej osoby. Jest to już regułą, zasadą na polskich stadionach, która na pewno nie jest warta pochwały. Nie wiem jak taki anty doping na nich wpływa, wiem natomiast iż takie prowokacje kibiców mogą spowodować nie miłe konsekwencję, w które lepiej się nie zagłębiać nawet. Więc apel: “Panie Pawlusiński zastanów się Pan 2 razy zanim coś zrobisz dla swojego dobra i dobra atmosfery na polskich stadionach”

Wracając do gdańskiej publiczności. Znalazła ona sobie nowego ulubieńca w osobie Marcina Cabaja. O obraźliwych przyśpiewkach pisałem już wyżej więc nie będę poruszał tej kwestii raz jeszcze. Na meczu, w którym kibice intonują/skandują znaną przyśpiewkę 'Lechia gol, Lechia gol, Lechia gol ...' zmieniając słowa na ' Cabaj c*uj, Cabaj c*uj, Cabaj c*uj...' żałuję, że w ogóle byłęm i współczuję rodzicom, którzy zabrali na ten mecz dzieci. Rozumiem zdenerwowanie kibiców marnym meczem, słabą postawą swoich ulubieńców czy grą na czas bramkarza Cracovii. Jednak czy są to zasadnicze powody aby przez około 10 minut (jak nie więcej) 'niszczyć' psychikę rywala? Dla mnie to jest dużo poniżej granicy dobrego smaku. Nie mam pojęcia jaki wpływ na grę i samopoczucie gracza ma taki 'doping', ale wtedy było mi go naprawdę żal i szkoda. Jeśli do tamtej chwili był dla mnie średniej klasy ligowym bramkarzem z talentem do 'klopsów' to teraz postrzegam go przez pryzmat kogoś kto ma silną psychikę i brawo dla niego! Czy w naszym kraju doping nie może być dopingiem? Zamiast tego same słowana 'k' i 'ch' co na pewno nie podnosi widowiska. Dlatego wcale nie żałuję iż jestem tylko 'niedzielnym kibicem'.

 

 

Jeśli ktoś jakimś cudem tu dotarł niech przyjmie życzenia WESOŁYCH ŚWIĄT !!!

 

20:33, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 grudnia 2009

notka zgłoszona na 'GwiaPuKu' ogranizowanym przez Michała Pola- http://michalpol.blox.pl/2009/12/Jabulani-za-opowiesc.html

 

List otwarty do Joana Laporty.

Panie prezydencie, na początek składam serdeczne gratulacje oraz przesyłam wyrazu szacunku Panu, całej drużynie oraz sztabowi szkoleniowemu. Jako kibic Fc Barcelona nie posiadam się z dumy i szczęścia za wyczyn jaki dokonaliście, dzięki waszej ogromnej pracy my kibice możemy przeżywać i napawać się nim. Rok 2009 zostanie wpisany do annałów światowej piłki kolorami 'blaugrana', bo nie możemy minimalizować tego triumfu na klubowe czy Hiszpańskie podwórko.

Zdobycie 'triplete' było już precedensem wśród klubów z Hiszpanii, dokonaliście tego pierwsi i nikt wam tego nie odbierze. To co nastąpiło po wczorajszym zwycięstwie w finale Klubowych Mistrzostw Świata przeszło moje największe oczekiwania. Trudno opisać stan emocjonalny w jakim się znajdują miliony kibiców 'Dumy Katalonii' na całym świecie. Dla wielu z nas Barcelona to nie tylko puchary, mistrzostwa, tytułu. Barwy bordowo-granatowe kochamy za piękną grę, tradycję, filozofię oraz te nutki romantyzmu i fantazji jakie wkradają nam się do szarej rzeczywistości dzięki oglądaniu naszych ulubieńców na boisku. Teraz gdy to 'nasz klub' został pierwszym w historii futbolu, który wygrał wszystko co mógł, mamy kolejny argument potwierdzający motto: “mes que un club“. Każdemu człowiekowi odrobina pokory jest potrzebna i nie możemy o tym zapominać ale wiem też, że wielu kibiców chodzi teraz z głową wyżej niż zwykle oraz jeszcze większą dumą prezentują się w klubowych koszulkach czy szalikach. Ten rok, który już powoli się kończy był rokiem Barcelony bezsprzecznie. Nie ważne czy ktoś kibicuje Chelsea, Milanowi czy nawet Realowi Madryt, każdy kibic bez wyjątku powinien docenić to co Barcelona osiągnęła i bić 'brawo''.

Dla mnie wspomnienie pewnej majowej nocy, gdy wychodząc z jednego z sopockich pubów w klubowej koszulce Barcelony zbierałem gratulacje od kibiców 'los blancos' , którzy jakby ustawieni w szpaler gratulowali nam kibicom odwiecznego rywala, który właśnie ich upokorzył we własnej świątyni będzie nie zapomnianym wydarzeniem do końca życia. Nie zapomnę także emocji związanych z dwumeczem z Chelsea i 'tą akcją Iniesty''. Finał w Rzymie i spektakl Xaviego oraz reszty zespołu, który nie dał szans obrońcy trofeum. Wszystkie te chwile sprawiają, że łezka kręci się w oku i długo jeszcze z wielką chlubą i radością będę wracał pamięcią do tych wspomnień. Panie prezydencie jeszcze raz wielkie DZIĘKUJĘ, za to co przeżywam dzięki Barcelonie i za to, że mogę obserwować jak powstaje drużyna unikatowa, a możliwe nawet, że najlepsza w historii piłki nożnej. Moltes gràcies!                                                                                                                                                



 





 

 

 

 

15:30, ketrab87
Link Komentarze (1) »
środa, 11 listopada 2009

Przed rewanżowymi spotkaniami w Pucharze Króla najważniejsze pytanie brzmiało: “Czy Real Madryt odrobi cztery bramki straty do Alcorcon ?” Mimo, że wśród kibiców 'los blancos' panował lekki optymizm zapewne zmieszany z nadzieją, piłkarze dość szybko postawili swoich fanów na ziemię. Drużyna Pellegriniego oczywiście miała przewagę i zdominowała grę na boisku, ale jest to chyba naturalna kolej rzeczy skoro na Estadio Santiago Bernabeu przyjeżdża trzecioligowy (z całym szacunkiem dla nich) 'klubik' z przedmieść Madrytu o budżecie niecałych 2 mln euro. Mimo ogromnej przewagi jaką gracze ze stolicy uzyskali nie potrafili udokumentować jej tak potrzebnymi w tym wypadku bramkami. Zabrakło zarówno skuteczności jak i szczęścia bo przecież piłka po strzałach Realu 3 razy trafiła w poprzeczkę,a okazji nie brakowało. Najważniejszym jednak czynnikiem, którego brakuje drużynie z Madrytu to 'styl'. Przyznam szczerzę, że od ok. 30 min oglądałem mecz kątem oka gdyż wolałem pograć na konsoli niż patrzeć na 'królewskich' błądzących jak dzieci we mgle. Wniosek jaki zauważyłem jest taki, że Real wciąż nie ma pomysłu na grę. Na pewno winę ponoszą nie tylko piłkarze ale i trener,który w bądź co bądź 'ważnym' meczu wystawił środek pomocy, który kompletnie nie nadaje się do rozgrywania piłki. Gago i Diarra to gracze o typowo defensywnym usposobieniu, dopiero w 45 min. spotkania wszedł van der Vaart, któremu udało się mimo wielu niedokładnych zagrań 'ruszyć' grę Madrytu do przodu. Jak się później okazało to on także strzelił jedyną bramkę, która nic jednak nie dała i to drużyna z prowincji awansowała do dalszej rundy Copa del Rey, a Real ? Real dalej będzie szukał swojego stylu i pomysłu na grę opierając się na przebłyskach geniuszu Ronaldo czy Kaki. Problem jest taki, że już nawet klub z trzeciej ligi potrafi się przeciwstawić błyskowi jednostki bo piłka nożna to sport drużynowy ! Cytując jeden z ulubionych tekstów mojego znajomego (kibica Realu) podsumuję to tak: " TU TRZA CHŁOPA NIE PAJACA !"


.

Zupełnie inne nastroje panują w stolicy Katalonii, gdzie Blaugrana pokonała Cultural Leonesa 5-0. Wychowankowie La Masia wspomagani przez 4 kolegów wyszkolonych po za Barceloną (Pinto; Alves,Márquez, Maxwell) nie dali szans gościom przyjezdnym na Camp Nou mimo, że przez pierwsze 45 minut spotkania Barca grała wolno i bez polotu. Jednak wystarczyła druga połowa aby pokazać miejsce w szeregu drużynie z Leon. Po bramkach wychowanków Bojan (2),Pedro ,Messiego i Xaviego i kilku nie wykorzystanych okazjach m.in. przez Messiego, Bojana i Alvesa Barcelona pewnie pokonała rywali. Pozytywne jest, że choć w pierwszej połowie gra nie wyglądała ładnie to w większości zmiennicy potrafili narzucić własny styl gry i zdominować rywala. Barcelona 'zagrożona' brakiem awansu do 1/8 Ligi Mistrzów w Copa del Rey nie dała szans przeciwnikowi i pewnie awansowała dalej. 

15:22, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009

Nie długo Gran Derbi mecz, na który czeka piłkarski świat. Wracając pamięcią do ostatniego El Clasico co przychodzi na myśl dla kibica Barcy ? Upokorzenie Realu, ciche Bernabeu, genialny Henry, 'profesor' Xavi, czy bramki Messiego lub Pique kiedy ośmieszyli najlepszego bramkarza na świecie. Jednak wśród tych wspomnień, które na zawsze wpisały się w serca cules jest też (przynajmniej dla mnie ) wizerunek niemiłosiernie wkręcanego w ziemię, ogrywanego a nawet ośmieszanego Erica Abidala. To właśnie o lewo nożnym obrońcy Dumy Katalonii będzie poniższa notka.

Eric 'przychodził' do Barcy jako jeden z najlepszych zawodników świata na swojej pozycji. Świetna gra w Lyonie oraz w reprezentacji 'les blues' została nagrodzona transferem do słonecznej Katalonii. W Barcelonie miał pomóc drużynie w odzyskaniu prymatu w Hiszpanii. Eric grał dobrze, solidnie. W szybkim czasie wygrał rywalizację na lewej flance obrony. Lecz nie były to występy olśniewające, magiczne jakie publiczność na Camp Nou pragnie oglądać. Jego gra w defensywie była na solidnym poziomie ale już do ofensywnych poczynań gracza rodem z Francji można było się przyczepić w szczególnie patrząc na system jaki gra Blaugrana. Gra skrzydłami zawsze była silną stroną katolońskiego giganta, a rolą obrońców grających na flankach było dublowanie pozycji skrzydłowych i powiększanie siły ataku zespołu. Po 2 latach posuchy w Katalonii zmieniono trenera lecz i ta zmiana nie spowodowała utraty miejsca w “ wyjściowej 11” przez Abidala. Eric w cuglach wygrywał rywalizację z wiekowym Sylvinho. Po przyjściu Pepa na ławkę trenerską została nakreślona największa różnica między prawą i lewą stroną Barcelony. Grająca pięknie, efektownie i co najważniejsze efektywnie Duma Katalonii zachwycała swoją grą cały świat. Dani Alves i Messi stworzyli standardy na jakie żadni inni zawodnicy grający na jednej stronie boiska nie mogli się wspiąć. Jest to na pewno jedna z przyczyn aż tak widocznej różnicy miedzy nimi a Titim i Abidalem. Jednak cały sezon pokazał, że Eric jest dobrym graczem ale nie grał tak dobrze jak jego potencjał mu umożliwia. Po historycznym sezonie Guardiola nie chciał ryzykować błędów poprzednika i wykonał transfery, które miały zwiększyć rywalizację wewnętrzną oraz odświeżyć szatnię.


Maxwell


Brazylijczyk na pierwszym wywiadzie jako zawodnik Barcy powiedział, że nie przyjechał grzać ławki na Camp Nou co było wyraźnym sygnałem w stronę głównego bohatera tekstu. Mimo, że w poprzednim klubie nie grał za wiele w czasie pre-sezonu Maxwell prezentował się bardzo dobrze. Szczególnie w pierwszym meczu o Super Puchar Hiszapnii przeciwko Bilbao pokazał się z bardzo dobrej strony w ofensywie czego na pewno też życzył sobie Pep. Nie wiem jaki wpływ na Erica miał sam transfer Maxwella, jego gra oraz wspólne treningi, lecz zauważyłem poprawę jakości w grze byłego gracza Lyonu. Aspekty fizyczne i przygotowanie do sezonu nie uległy większej zmianie więc w pokładach psychiki i mentalności powinniśmy szukać bodźców odpowiedzialnych za zamiany. Za zamiany jak najbardziej pozytywne w grze Erica Abidala.

Rozsądek


Na jednym z portali przeczytałem artykuł, w którym autor zauważył jak 'rozsądnym' graczem jest Abidal. Podpisuję się pod tą opinią nawet 2 razy i stąd tytuł tego tesktu. Francuz od początku sezonu gra bardzo równo co w przeszłości nie było takie pewne. Z moich obserwacji Eric był najlepszym obrońcą w 2 meczach co nie jest łatwe mając za 'rywali' Puyola, Pique czy Daniego Alvesa. Mi Eric imponuje przygotowaniem fizycznym jest bardzo silny, dynamiczny i wytrzymały co jest bardzo ważne u bocznych obrońców. Coraz częściej sam podejmuje pojedynki jeden na jednego w ofensywie co jest tym, czego oczekuję od lewego obrońcy grającego w koszulce blaugrana. Do bardzo solidnej, a czasami imponującej gry w destrukcji jeśli Abidal dorzuci taką grę 'do przodu' jaką prezentuje na początku sezonu i z podobną częstotliwością będzie zachwycał nas rajdami jak np. w meczu z Mallorką to przemiana jaką nam prezentuje będzie bardzo ważnym wzmocnieniem drużyny z Camp Nou. Oby jak najczęściej rywale oglądali jego plecy w akcjach ofensywnych.

Visca Eric Abidal !


17:52, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 października 2009

Listopad jest miesiącem, w którym przychodzi pora na refleksje, jest to czas melancholii i zadumy. Każdy z nas wybierze się pewnie na cmentarz zapali znicz na grobie kogoś bliskiego lub zupełnie przypadkowej osoby. Jest to dobry czas na wspomnienie osób, które odeszły z tego świata,a były członkami jakże wielkiej “piłkarskiej rodziny “.

Daniel Jarque


Świeżo upieczony kapitan Espanyolu Barcelona zmarł 8 sierpnia w trakcie zgrupowania drużyny we Florencji. Podczas rozmowy telefonicznej z narzeczoną dostał ataku serca. Zmarł pomimo szybkiej reanimacji w szpitalu. Miał 26 lat .Hołd zmarłemu na pogrzebie oddało wiele osób związanych z piłką nożną oraz tysiące kibiców. Nie tylko Barcelona, Katalonia ale i cała piłkarska Hiszpania łączyły się w bólu z rodziną i przyjaciółmi Daniela. Warto zaznaczyć, że kilku przyjaciół z boiska po strzeleniu bramek oddało hołd wznosząc ręce ku niebu czy tak jak Cesc Fabregas koszulkę z nr 21.

Andrés Montes

Może nie wszyscy kojarzą to nazwisko ale jestem pewny, że głos tego pana nie będzie już obcy dla osób, które śledziły sportowe transmisje przez hiszpańskie media. Zmarł w wieku 53 lat w swoim domu. Zostawił po sobie słynne już 'tiki-taka' czy 'ratatatatatata...'

Kibiece Barcelony jego głos mogą kojarzyć na przykład z ostatnimi Gran Derbi na Camp Nou.

Sir Boby Robson

Na ławce trenerskiej wygrał tyle, że śmiało możemy nazywać go jednym z najbardziej utytułowanych szkoleniowców na świecie. W wieku 76 lata przegrał swój ostatni 'mecz' z chorobą nowotworową, z którą zmagał się wiele lat. Jako szkoleniowiec prowadził m.in. Porto, PSV czy Barcelonę. W stolicy Katalonii nie pracował długo, ale wśród fanów zyskał wiele sympatii i jest dla wielu jednym z najlepszych w historii klubu. To on sprowadził na Camp Nou Brazylijczyka Ronaldo.

Nazwany “dżentelmenem futbolu” przez obecnego prezydenta Barcy, Joana Laportę zajmuję należyte miejsce w sercach wszystkich cules.

 

 

12:58, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 października 2009

Już za około miesiąc na stadionie Camp Nou w Barcelonie dojdzie do pojedynku gigantów hiszpańskiej piłki. Najprawdopodobniej będzie to 29 listopada, czyli w 110-tą rocznice powstania klubu z miasta Gaudiego. Jeśli komisja ligi wybierze ten termin, świętująca Barcelona na deser dostanie mecz z największym i odwiecznym rywalem. Pora więc na mały rekonesans i porównanie sytuacji dwóch najbardziej utytułowanych klubów Hiszpanii.

Real Madryt

Latem wybrano na prezesa dobrze wszystkim znanego Florentino Pereza co wlało wiele nadziei w serca kibiców 'los blancos' po nieudanym sezonie. Mimo, że najgroźniejszy rywal o prymat w Hiszpanii jeszcze nie nacieszył się historycznym trypletem, to już drużyna ze stolicy nazwana przez prasę 'Galacticos 2' została uznana za faworytów na krajowym jak i europejskim podwórku. Wielkie pieniądze wydane na nowe gwiazdy robią wrażenie na wszystkich, nazwiska 'cracków' także. Wydawało się, że teraz już tylko wystarczy czekać na to kiedy maszynka Pereza olśni wszystkich kibiców piłki nożnej na świecie. W końcu Cristiano Ronaldo, Kaka to dwaj najlepsi piłkarze ostatnich 2 sezonów. Do tego Karim Benzema, Xabi Alonso czy też Raul Albiol mieszanka tych graczy plus gracze, którzy zostali na nowy sezon robi wrażenie nawet na cules ( wiem z własnego doświadczenia ). Jednak eksperci ostrzegali, że tak przebudowana drużyna będzie potrzebowała czasu zanim się zgra. Przy tak dużej liczbie nowych graczy Real będzie potrzebował cierpliwości zanim wielkie nazwiska stworzą na boisku wielką drużynę.

Początek sezonu jest dla drużyny z Estadio Santiago Bernabeu całkiem udany chociaż wybredni fani oraz anty fani Realu uważają, iż to nie jest do końca to co chcieliby oglądać. Sam Perez mówił, że zwycięstwo to za mało, że taki klub jak Real musi wygrywać i robić show na boisku, aby kibice przez 90 minut meczu nie mogli usiąść z zachwytu. Do stylu faktycznie można się przyczepić ale ja cenie Real za to, że mimo 'brzydkiej' gry potrafią wygrywać i zdobywać punkty jakże ważne w całosezonowym rozrachunku. To co jest wadą Barcelony jest ważna zaletą Realu. Nie potrafię sobie wyobrazić Barcelony grającej 'brzydko' i zdobywającej 3 punkty ze średniakami ligi ( wyjątek mecz z Almerią ). Piłkarze ze stolicy słonecznej Hiszpanii po kilku zwycięstwach w pierwszych meczach w lidze i Champions League robili wrażenie, że budowana drużyna idzie w odpowiednim kierunku. Może nie był to piękny styl ale przebłyski geniuszu Ronaldo, Kaki  czy wiecznie młodego ‘El Siete’  nakazywały myśleć iż kwestią czasu jest aż cała drużyna osiągnie odpowiedni i wyczekiwany przez wszystkich poziom. Wtedy największy crack teamu Pellegriniego złapał kontuzje, nie wiem czy to szaman, o którym głośno czy też zwykły pech Portugalczyka, ale nie zmienia to faktu absencji w kilku meczach, WAŻNYCH meczach. Wyjazd do Sevilli miał pokazać wartość Realu Madryt i pokazał. Bez Crisa w składzie ‘ los blancos’ ulegli z Sevillą 2-1. Zespół zbudowany za tak ogromne pieniądze nie był w stanie pokonać budowanej z rozsądkiem i polotem drużyny ze stolicy Andaluzji. Jesus Navas i spółka udowodnili, że to drużyna grająca ‘razem’ ma więcej argumentów za sobą niż zlepek gwiazd liczący na indywidualny przebłysk swoich gwiazd. Jeśli ktoś wtedy pomyślał, iż to tylko wypadek przy pracy nie wie jak bardzo się mylił. Następna wpadka przy wypełnionym po brzegi Bernabeu to porażka z ‘dziadkami z Mediolanu ‘, którzy są podobno w głębokim kryzysie. Mecz ten przypomniał, że nawet najlepszy bramkarz świata popełnia głupie błędy i może przeszkodzić w zwycięstwie drużyny. Jednak Iker powinien czuć się najmniej winny tego co się dzieje z Realem. Porażka z Milanem nie była tym co najgorsze, a co miało zaraz spotkać graczy w białych koszulkach. Zaczęło się w Gijon gdzie miejscowy Sporting wywalczył jakże cenny 1 punkt nie dając się pokonać utytułowanemu rywalowi a skończyło się w Alconcorn (nawet nie wiem czy dobrze napisałem ) małym miasteczku, gdzie przy 4 tysiącach kibiców ich ulubieńcy rozbili Real Madryt 4-0 wręcz ich upokarzając !!!

Dlaczego jest tak, a nie inaczej ? Nie mam pojęcia ani ja, ani nawte chyba sam Florentino Perez. Czy tak wielki wpływ na drużynę ma nieobecność Cristiano Ronaldo ? Czy zespół z tyloma gwiazdami może być tak zależny od jednostki, wybitnej ale jednostki? Nie znam odpowiedzi na powyższe pytania i nie interesują mnie one tak szczerze. Wiem natomiast to, że ciągle budowany Real Madryt potrzebuje jeszcze czasu na to żeby poukładać wszystko od szatni bo w tej chwili ta drużyna nie ma czego szukać w starciu z Barceloną na Camp Nou.

P.S. Jako kibic Barcelony jestem pewny, że w pewnym momencie gubiłem obiektywizm lecz naprawdę starałem się go zachować

13:05, ketrab87
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 października 2009

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść

Niepokonanym “ - śpiewał kiedyś Grzegorz Markowski. Dla mnie jak najbardziej słuszna wskazówka dla ludzi będących na szczycie. Jednak w moim odczuciu jest ktoś kto mimo kilku porażek i tak jest “niepokonany”, Andrzej 'Andrew' Gołota bo o nim mowa jest dla mnie ewenementem i sportowcem unikatowym.


Mimo wszystko żałuję, że czasu na zimowy nie przestawialiśmy o godzinie 24.00 wtedy po cofnięciu o 1h Andrzej mógłby jeszcze zrezygnować z tej “Polskiej Walki Stulecia”, jak od kilku tygodni nazywały ją media w naszym kraju. Nie była to ani wielka, ani piękna walka. Młodszy, szybszy, bardzo dynamiczny Tomasz “Góral” Adamek nie dał szans przeciwnikowi pokonując go przez  nokaut w 5 rundzie. Warto zaznaczyć, że Gołota wylądował na deskach juz w 1 rundzie ale wtedy jeszcze wytrzymał i kontynuował walkę.

Od początku wiedziałem, że tak się skończy, z resztą wśród moich znajomych panowało przekonanie, że “Góral' wygra i tak się stało. Jedynie mój były współlokator obstawiał inaczej i teraz musi przyjść z popularną nagrodą za przegrany zakład czyli 'flaszką' ale to z innej beczki ;). Nie odbiegając od głównego tematu uważam, że Andrew źle skończył swoją barwną i mimo wszystko udaną karierę. Miał zadatki na mistrza świata wagi ciężkiej, niestety nie spełnił swoich i naszych marzeń o tym tytule. Sam nie raz wyśmiewałem się z niego, a to za walkę z Lennoxe Lewisem, a to za ucieczkę z Tysonem. Wczoraj oglądając walkę mój kumpel rzucił hasło Andrzej 'pierwsza runda” Gołota, chwilę później Andrew został znokautowany przez Adamka właśnie w pierwszej rundzie. Jednak wstał uśmiechnął się do sędziego ale w oczach było widać strach, na grę pozorów nie nabrał się też Adamek. Wręcz przeciwnie jak drapieżnik, który poczuł krew ofiary rzucił się na 'zranionego' rywala. Od tamtej chwili z każdą kolejną sekundą uświadomiłem sobie, że ta walka po za względami ekonomicznymi nie była dobrym wyborem dla zawodnika u schyłku kariery. Po każdej następnej kombinacji ciosów na głowę Gołoty było mi go zwyczajnie szkoda i żal, że na oczach całej Polski jest dla 'Górla' workiem treningowym.

Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz” ... może i tej wielkiej bitwy nie było lecz teraz na chłodno coś zauważyłem. Mianowicie to, że Andrzej Gołota jest niepokonany w moim sercu. Emocje jakie dostarczał mi od momentu kiedy jeszcze byłem małym chłopcem aż do teraz są tak wielkie, że nie zniszczy ich nic. Samo nazwisko Gołota elektryzowało mnie od zawsze kiedy tylko zobaczyłem jego walki. Uczucia, emocje jakie ten facet wywołuje są nie do opisania. Mimo, że uciekał z ringu, walił ' po jajach' przeciwników ja zawsze będę jego kibicem i będę cenił to co zrobił dla nas, naszego sportu i dla Polski. ! Nie wiem jak inni kibice odbierają pana Andrzeja ale ja na łamach swojego skromnego bloga PRZEPRASZAM, że zwątpiłem w Andrzeja Gołotę i musiałem zobaczyć porażkę z Adamkiem, żeby uświadomić sobie jak wielkim jest sportowcem,a za to jaki właśnie jest DZIĘKUJĘ !

Po tym co wczoraj widzieliśmy Tomasz Adamek dał nam nadzieję, że 'Polski Mistrz Wagi Cięzkiej' to nie mission imposible. Brawo panie Tomku czekamy na więcej !

12:00, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009

Po przerwie na mecze reprezentacji piłkarze wracają na 'domowe podwórko'. Już dziś o 22.00 podopieczni Pepa Guardioli zmierzą się na Mestalla z Valencią w ramach 7 kolejki Primera Division. Jeżeli Barcelona wygra to spotkanie Messi i spółka ustanowią klubowy rekord liczby zwycięstw na początku sezonu, jeszcze żadna drużyna Barcelony nie wygrała więcej niż 6 otwierających gier La Liga.

Valencia po 6 kolejkach z dorobkiem 11 punktów zajmuje 5 miejsce w tabeli. Na stadionie Valencii gościła już drużyna, która ma włączyć się do walki o mistrzostwo ligi hiszpańskiej. W pierwszej kolejce Sevilla uległa na Mestalla gospodaom 0-2. Największe zmartwienie valencianistas to możliwy brak w wyjściowym składzie Davida Villi, który wraca po kontuzji.

Mecze na Estadio Mestalla nigdy dla Barcelony nie były łatwe, wręcz przeciwnie piłkarze Dumy Katalonii często powtarzają, że wyjazd do Valencii to zawsze jedno z większych wyzwań w sezonie, co wcale nie powinno nikogo dziwić. Mimo, że Barca jest uznawana za faworyta tego meczu jak i całej ligi to dziś poprzeczka jest postawiona wysoko. Nawet jeśli 'El Guaje' nie zagra to Unai Emery dysponuje naprawdę świetnymi zawodnikami, których nawet mister Barcelony chciałby mieć u siebie (Mata , Silva ). Plejada gwiazd jakie dziś zobaczymy na boisku gwarantuje nam wielkie emocje oraz możliwość obejrzenia świetnego widowiska.

W poprzedniej kolejce odwieczny rywal drużyny ze stolicy Katalonii oblał test w Sevilli ulegając gospodarzom 0-2, analogicznym testem Barcelony jest dzisiejszy mecz z Valencią. Czy Guardiola, Puyol, Xavi, Iniesta i inni go zaliczą ? Przekonamy się ok 23.50

Ostatnie mecze między obiema drużynami na Estadio Mestalla:

25.06.2009 Valencia - Barcelona 2:2


20.03.2009 Valencia - Barcelona 3:2
15.12.2007 Valencia - Barcelona 0:3
18.02.2007 Valencia - Barcelona 2:1
12.02.2006 Valencia - Barcelona 1:0
08.05.2005 Valencia - Barcelona 0:2
21.02.2004 Valencia - Barcelona 0:1
15.06.2003 Valencia - Barcelona 1:3

Ciekawostka

Pamiętacie jak Josep Guardiola motywował swoich graczy przed finałem LM w Rzymie ?

Co ciekawe jeden ze sponsorów CF Valencia wpadł na podobny pomysł motywacji zawodników. Na przeciwko ' Gladiatorów z Barcelony ' staną dziś 'Spartiaci z Valencii' :)


13:29, ketrab87
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 października 2009

...  czyli sezonu poprzedniego ciąg dalszy.

Pep Guardiola i jego drużyna kontynuują świetną pracę jaką zapoczątkowali w sezonie 2008/09. Po 6 kolejkach obecnych rozgrywek o mistrzostwo ligi hiszpańskiej ' kataloński gigant ' z kompletem zwycięstw prowadzi w tabeli. 3 zwycięstwa na Camp Nou oraz 3 wygrane na wyjazdach zapewniły Barcelonie fotel lidera w wyścigu po ' majstra '. Duma Katalonii także z najlepszym bilansem bramkowym 17-3 . Chociaż trzeba zaznaczyć, że w tej kwestii największy rywal jest gorszy tylko o jedną bramkę (Real Madryt 17-4).

Warto wspomnieć także o tym, że wyczyn 6 zwycięstw na początek sezonu jest wyrównaniem klubowego rekordu. Po meczach reprezentacyjnych bordowo-granatowi będą mieli okazję po raz kolejny wpisać się w karty historii klubu jeśli wygrają z Valencią zostaną jedyna drużyną, która wygrała 7 spotkań rozpoczynających rozgrywki Primera Division.

Skoro mowa o rekordach to należy wspomnieć o nowym nabytku Barcelony, który strzelając 5 bramek w swoich pierwszych 5 meczach w La Liga został najlepszym debiutantem Fc Barcelona.Brawo 'Ibra' !!!

Przypomnienie dotychczasowych kolejek.

1.kolejka 2009-08-31, Camp Nou, 22:00

Barcelona -Sporting Gijon 3:0

    2.kolejka2009-09-12, Coliseum Alfonso Pérez, 18:00

    Getafe - Barcelona 0-2



    3.kolejka 2009-09-19, Camp Nou, 22:00

    Barcelona – Atletico Madryt 5:2



    4.kolejka 2009-09-22, El Sardinero, 22:00

    Racing Santander - Barcelona 1:4



    5.kolejka 2009-09-26, La Rosaleda, 20:00

    Malaga - Barcelona 0:2



    6.kolejka 2009-10-03, Camp Nou, 20:00

Barcelona – Almeria 1-0


 

15:58, ketrab87
Link Dodaj komentarz »